niedziela, 12 października 2014

12. Motocykl




- Triumph - westchnął posterunkowy White i dodał rozmarzonym głosem. - Kiedyś kupię sobie taki sam.
Posterunkowy Black również oglądał rozbity motocykl.
- Chyba uda się go naprawić? - posterunkowy White delikatnie dotknął rozbity reflektor i wgnieciony zbiornik paliwa, a po chwili dodał. - Ale, że dziewczyna tym jeździ, to w życiu bym nie powiedział. Fiu, fiu. Przecież to sześćsetka.
- Co ty, White? - zdziwił się Black. - Nie wiesz? Tym jechała Greta Donaldson. Kiedyś jej ojciec jeździł na wyścigach a teraz jej brat i ona. Karetka powinna ją zawieźć do warsztatu na naprawę a nie do szpitala. He, he. Wyglądało, że się trochę połamała.
- Ale to i tak lepiej niż kark skręcić, co nie? Ta jej pasażerka też z branży?
- Nie wiem. Ale nie miała dzisiaj szczęścia.
Do posterunkowych podszedł nadinspektor Peter Wilson i pochylając się nad motocyklem, powiedział.
- Właśnie dzwonili ze szpitala. Ta Donaldson ma złamaną nogę, potłuczone żebra i jakieś obtarcia. Nic jej nie będzie. Ta druga złamała kark. Nie miała szans. White, wy piszecie raport. A jak napiszecie, to go potem chociaż raz przeczytajcie, bo ostatnio to ...
- Tak jest, Sir - podrapał się po głowie posterunkowy.

XXX

- Kim była ta, która zginęła? - spytał nadinspektor Wilson, wchodząc do pokoju posterunkowych.
Black podniósł głowę znad klawiatury.
- Julie Graham. Mistrzyni hrabstwa. Wyścigi motocyklowe. Świetna. Dałaby radę niejednemu facetowi.
Nadinspektor odniósł wrażenie, że głos posterunkowego się załamał.
- Znaliście ją? - spytał nadinspektor.
- Nie, ale żal dziewczyny. Młoda. Co to jest dwadzieścia lat? Moja najmłodsza siostra jest w jej wieku.
Do pokoju wszedł posterunkowy White i wycierając ręce w papierowy ręcznik, powiedział dumnym głosem.
- Sir, już mam raport. 
Posterunkowy podszedł do drukarki i wyjął kartki. Już podawał je nadinspektorowi, gdy cofnął rękę.
- O, cholera! Zapomniałem przeczytać, Sir.
- Potem mi to przyniesiecie, a na razie powiedzcie własnymi słowami, co napisaliście.
Nadinspektor Wilson usiadł na krześle.
- Wypadek miał miejsce w nocy, dokładny czas jeszcze ustalamy. Na drodze pomiędzy Lichtown a Piston. Droga jest w bardzo złym stanie. Korzystają z niej przede wszystkim mieszkańcy Piston. Nie jest oświetlona. Odludzie. Ostatnio jak były te ulewy ... No wie pan, Sir? ... to jeszcze bardziej wypłukało drogę. Sprawdziłem, że władze już ją wpisały do planu remontów na najbliższy miesiąc. Sam z siebie sprawdziłem, Sir. Dobrze zrobiłem, prawda?
- Bardzo dobrze, ale usuńcie to z raportu. Informacja o planie remontów w hrabstwie nie ma znaczenia w sprawie.
- Tak jest, Sir - powiedział rozczarowany posterunkowy i kontynuował. - Motocykl jechał z prędkością około 50 mil na godzinę. 
- To już pewne? - spytał nadinspektor.
- Tak, wiem od techników. Ale na końcowe ustalenia jeszcze czekamy. 
- Byli jacyś świadkowie?
- Nikt się nie zgłosił, Sir.

XXX

- Proszę przyjąć wyrazy współczucia - powiedział nadinspektor Wilson, gdy Lisa Graham, matka ofiary, wprowadziła go do salonu. 
- Dziękuję. Od kiedy zaczęła jeździć, nie było dnia żebym się nie bała.
- Czy pozwoli pani, że zadam kilka pytań?
- Ale przecież to był wypadek, prawda?
- Śledztwo jest w toku.
- Rozumiem.
- Czy córka przyjaźniła się z Gretą Donaldson?
- Od podstawówki. Siedziały zawsze w jednej ławce. Słuchały tej samej muzyki. Podkochiwały się w tych samych chłopcach - Lisa Graham uśmiechnęła się. - Wydaje mi się jednak, że o ile moja córka naprawdę lubiła Gretę, to Greta była zazdrosna, zawistna. Moja córka lepiej się uczyła, no i najważniejsze dla dziewczyn w tym wieku, pierwsza miała chłopaka. I to kapitana szkolnej drużyny koszykówki.
- Czy przyszłoby pani do głowy, że Greta mogłaby z zazdrości zrobić coś głupiego? Jakoś zaszkodzić pani córce?
- Pół roku temu Julie miała wziąć udział w bardzo ważnych zawodach. Ale miała zatrucie pokarmowe i sam pan rozumie. Pamiętam, że powiedziała mi wtedy, że to mogło być coś, czym poczęstowała ją dzień wcześniej Greta. Ale nie było pewności.
- Może coś jeszcze?
- Greta nie podwiozła kiedyś mojej Julie do domu, tylko zostawiła ją na środku szosy. Pokłóciły się o jakieś głupstwo. Nie zostawia się kogoś w środku nocy na szosie. No, panie nadinspektorze! Są granice. Na szczęście nic się nie stało. … Wtedy.
- Dziewczyny pogodziły się?
- Julie mówiła, że tak.
- Kiedy dziewczyny zainteresowały się motocyklami?
- Ojciec i brat Grety jeżdżą. Dla niej to coś oczywistego. I wciągnęła w to Julie. Okazało się, że córka ma talent. Pokażę panu zaraz jej wszystkie trofea - powiedziała kobieta z dumą, jakby zapomniała na chwilę o tragedii.
- Rywalizowały ze sobą?
- Powiedziałabym, że moja Julie robiła swoje. Bardzo się starała. Dla niej to nie była kwesta rywalizacji z Gretą. Córka chciała jak najlepiej jeździć. Zwycięstwa były bardzo ważne, ale niejako przy okazji.
- Co pani myśli o tym wypadku? Jakie są pani odczucia?
- Pyta pan, czy mam pretensje do Grety, że moja Julie zginęła? Tak, mam. Ale mam też nadzieję, że kiedyś, niedługo, przyjdzie dzień, że jej wybaczę.

XXX

- Proszę wyłączyć silnik - powiedział nadinspektor Wilson, pokazując równocześnie, o co mu chodzi.
Mężczyzna wyłączył silnik i zdejmując kask, obcesowo poinformował.
- To prywatny teren.
- Pan Gary Donaldson? Jestem z policji. Nadinspektor Peter Wilson. Chciałbym z panem porozmawiać o wypadku pana córki i jej koleżanki.
- Oczywiście. Zapraszam do garażu.
Nadinspektor rozejrzał się po ogromnym wnętrzu. Stało tu kilka motocykli, które zrobiłyby wrażenie na każdym mężczyźnie. Nadinspektor nie był wyjątkiem.
- O co chciałby pan mnie spytać, nadinspektorze? - Gary Donaldson zauważył zainteresowanie nadinspektora. - Potem oprowadzę pana, jeśli pan zechce.
- Taak ... więc ... zasadniczo ... chodzi o to, że ... - nadinspektor z trudem oderwał wzrok od najbliższego motocykla. - Jak pan ocenia umiejętności swojej córki jako motocyklisty?
- Weszła w wyścigi, bo ja i jej brat się tym zajmujemy. Moje nazwisko otwiera jeszcze kilka drzwi. Ale, mówię to z przykrością, mistrzem świata nigdy nie będzie. Jeździ poprawnie, nawet bardzo dobrze, jej umiejętności są więcej niż wystarczające do jazdy po drogach, ale w wyścigach, będzie miała dużo szczęścia, jeśli zajmie kiedyś trzecie miejsce. I to przy założeniu, że w wyścigu nie będzie brała udziału czołówka. Brakuje jej tej iskry bożej. Niestety.
- A Julie Graham?
- Urodzony talent i pracowita, szybko się uczyła. Żal dziewczyny. Rzuciłaby świat na kolana. Szkoda, wielka szkoda.
- Jak córka reagowała na sukcesy koleżanki?
- Wie pan ...  powiedziałbym, że była zazdrosna. To chyba najlepsze określenie.

XXX

- Lekarze pozwolili mi z tobą porozmawiać.
- To niech pan rozmawia - odpowiedziała Greta Donaldson, nie patrząc nadinspektorowi Wilsonowi w oczy.
- Skąd jechałyście?
- Wracałyśmy do domu z kina. To znaczy z Pleading.
- Dobrze znasz tę drogę?
- Mieszkam w Piston, codziennie tamtędy jeżdżę, no to chyba oczywiste, nie? Zapaliłabym. Ma pan szluga?
-  Tu jest szpital. Zakaz palenia. Z raportu biegłych wynika, że miałyście wypadek, ponieważ wjechałaś w dziurę przy szybkości 50 mil na godzinę. Znasz tę drogę, więc wiesz, jak wygląda zwłaszcza po ulewach i, że taka prędkość nie jest wskazana.
- Może wiem, może nie wiem.
- Nasi ludzie sprawdzili. Tę dziurę, w którą wjechałyście widać z daleka mimo braku latarni w tym miejscu. Reflektor motocykla wystarczy.
- I co z tego?
- Wiedziałaś, co się stanie z pasażerem po wjechaniu w dziurę przy tej prędkości.
- Co pan sugeruje?
- Zabiłaś Julie Graham.
- Co pan gada? Może pan nie zauważył, ale jesteśmy w szpitalu, a ja tu leżę połamana.
- Tylko, że ty żyjesz i jutro stąd wyjdziesz.
- O kulach.
- Ale żywa. A Julie skręciła kark, bo wystrzeliła na asfalt jak z katapulty.
- Żeby pan widział, jak leciała.
- Widzę, że cię to bawi.
- Ani trochę.
- Zanim zadzwoniłaś po pomoc, doczołgałaś się do Julie, żeby się upewnić, że nie żyje. Nie żyła. Zginęła na miejscu. Wystarczyło sprawdzić. Ale ty drugi raz skręciłaś jej kark. Już mamy wyniki sekcji.

XXX

- Lucy? Śpisz?
- Prawie. A co? - spytała Lucy zaspanym głosem, nie odwracając się w stronę Petera.
- Poważnie zastanawiam się nad kupnem motocykla - powiedział szeptem Peter. - Myślałem o czymś naprawdę szybkim. Już sprawdzałem w internecie. No i mam w Londynie kumpla, który się na tym zna. Doradziłby mi coś fajnego. Pojadę do niego w przyszłym tygodniu. W banku mam trochę kasy. Miało być na remont i nowe meble, ale co tam. Lucy? Lucy? Śpisz?

Olga Walter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz