- Tak, rozumiem. Proszę tam czekać. Za chwilę będziemy - nadinspektor Peter Wilson odłożył słuchawkę i zawołał. - Posterunkowy Black! Mamy trupa na plaży. Dzwońcie po ekipę z Pleading. Niech jadą do zejścia od strony Lambeth Road. White, jedziecie ze mną.
XXX
XXX
Posterunkowy White usiadł na miejscu pasażera i spytał.
- A kto dzwonił, Sir?
- Zapnijcie pas - pouczył posterunkowego nadinspektor Wilson i ruszył z parkingu przed komisariatem. Chwilę potem drogę zajechał im jakiś samochód. Nadinspektor gwałtownie zahamował, z trudem unikając kolizji.
- Widział pan?! - posterunkowy White pokręcił głową. - To stary Busson!
- Postaram się namówić go, żeby już przestał jeździć samochodem. Ile on ma lat? Sto?
- Jakoś tak. Wątpię, czy się uda, Sir. On brał udział w Bitwie o Anglię i myśli, że mu wszystko wolno. Będzie pan musiał wysłuchać opowieści, ilu to on Szkopów nie zestrzelił, no i każe się panu meldować jak swojemu dowódcy. Żeby pan potem nie mówił, że pana nie ostrzegałem, Sir.
- Czyli to wy jutro pójdziecie do niego i załatwicie sprawę - odpowiedział nadinspektor.
- Mowy nie ma, Sir. Już to przerabiałem - prawie krzyknął posterunkowy i spojrzał na nadinspektora. - Tak jest, Sir. Jutro, z samego rana - powiedział zrezygnowany, a po chwili dodał. - A powie mi pan, kto dzwonił, Sir.
- Jakiś Chris Gill. Znacie go?
- Tak. Ma warsztat samochodowy u nas w Lichtown.
- Znalazł na plaży ciało z poderżniętym gardłem.
XXX
XXX
Nadinspektor Wilson podszedł do Chrisa Gilla.
- Jak pan się czuje?
- Już mi lepiej. Ci z karetki coś mi dali. Sam pan rozumie, biegam po tej plaży codziennie ... jeszcze nigdy ...
- Znał go pan? - nadinspektor wskazał czarny worek nieopodal.
- Oczywiście, Lord Norton. W szkole trzeba się uczyć o tej zasłużonej dla naszego miasta rodzinie - powiedział z niechęcią Chris Gill. - Nadinspektorze, przecież pan jest stąd.
- Pytam, czy znał pan ofiarę osobiście.
- Nie chcę do tego wracać. Żonie już wybaczyłem.
XXX
- White - zwrócił się do posterunkowego nadinspektor Wilson. - powiedzcie, co już wiemy o sprawie.
- Ale, Sir, przecież pan wie wszystko to samo, co ja - powiedział zdziwiony White.
- Ja tak, ale posterunkowy Black nie był z nami na miejscu. I już wam kiedyś powiedziałem, żebyście nie robili tych swoich min.
- Ale ja wcale nie ... więc ... znaleziono ciało ... na plaży... - dukał posterunkowy White i zerkał podejrzliwie na nadinspektora. - Na plaży w Lichtown. Morderca użył garoty. To znaczy, czekamy na potwierdzenie, ale pan nadinspektor powiedział, że to na pewno ...
- Tak, tak. Dalej.
- Na plaży było mało krwi, więc to znaczy, że ofiara została zabita gdzie indziej, a ciało przewieziono.
- Dlaczego morderca miałby przewieźć ciało z miejsca zbrodni? - spytał nadinspektor.
- Może nie chciał, żeby za szybko znaleziono trupa? - posterunkowy White podrapał się nerwowo po głowie. - Ale to się nie udało. Sir, a może morderca nie chciał, żeby ktoś zobaczył ofiarę w takim stanie?
- Że niby morderca bierze pod uwagę czyjeś uczucia? Nie wydaje mi się. No dobra, kim jest ofiara?
- Lord Norton. Darmozjad i playboy.
- Do rzeczy, White - rzucił zniecierpliwiony nadinspektor.
- Jego majątek leży 2 mile od Lichtown i chyba z tego żyje. To znaczy, już nie żyje.
- A co sądzicie o narzędziu zbrodni?
- U nas nikt nigdy nie użył garoty - posterunkowy White wzdrygnął się, wymawiając ostatnie słowo.
- Myślę, że możemy wykluczyć mieszkańców Lichtown. Obstawiałbym kogoś obcego - powiedział nadinspektor. - A wy White, z czego się śmiejecie?
- Sir, bo właśnie sobie wyobraziłem pannę Spinster, w tym jej kapelusiku, jak morduje garotą naszego Lorda, wysportowanego wysokiego faceta w drogich ciuchach - posterunkowy White nagle przestał się śmiać. - Ciekawe komu, aż tak bardzo podpadł? Może któremuś mężowi w Lichtown? Mówią, że Lord żadnej babeczce nie przepuścił.
- Kto obcy jest teraz w mieście? - spytał nadinspektor, ignorując sugestie posterunkowego. - Ktoś, kto pasowałby nam do garoty, oczywiście.
- Sir, a Chris Gill nie mógł tego zrobić? - spytał posterunkowy White, trzymając się uparcie motywu zdrady małżeńskiej. - Przecież jego żona ... i w ogóle ... I to on zawiadomił. A w tym swoim warsztacie samochodowym to też różnych narzędzi używa, co nie?
Do rozmowy włączył się, milczący do tej pory, posterunkowy Black.
- Facet ma porządne alibi na całą noc. Potwierdziłem to, Sir. On i jego dwaj pracownicy mieli pilną robotę. Całą noc spędzili w warsztacie. Żaden nie wychodził na dłużej niż na papierosa. Ale tak się zastanawiam, Sir. A może trupa przywiózł ktoś, no nie wiem, z Londynu? Podrzucił nam i odjechał w siną dal? Może postawić blokady na drogach?
- Wątpię. Zbyt świeży trup. Został zamordowany gdzieś blisko. Aha, jeszcze jedno. Ja już gdzieś widziałem te dziwne ślady opon …
- Te na plaży? - upewnił się posterunkowy White.
- Tak, przy ofierze. Myślcie, White.
- Rowerek mojego synka identyczne ślady zostawia, ale ma tylko trzy ...
- Oczywiście! To na pewno ten trzykołowy dostawczak z lat sześćdziesiątych, którym na zakupy do miasta przyjeżdża ochmistrzyni z majątku Lorda. Wy panowie, zajmijcie się jakąś konkretną robotą, a ja w tym czasie załatwię nakaz.
XXX
XXX
Ogromne drzwi otworzyła kobieta w sile wieku.
- Lord Norton nie żyje - powiedziała bez wstępów, a na jej twarzy nie drgnął żaden mięsień.
- Wiemy. Pani jest ochmistrzynią, prawda? - upewnił się nadinspektor Wilson.
- Tak.
- Mamy nakaz rewizji - powiedział nadinspektor i wskazał mundurowych i śledczych, czekających na podjeździe.
Kobieta założyła okulary i zaczęła czytać wręczony jej przez nadinspektora dokument.
- Nie potłuczcie niczego.
XXX
- Kto obecnie przebywa w posiadłości? - spytał nadinspektor Peter Wilson ochmistrzynię.
- Lord Humes. On i Lord Norton studiowali razem w Oxfordzie - odpowiedziała z wyższością, jakby i ona ukończyła studia na tej uczelni. - Oraz panna Rochelle Temple, przyjaciółka Lorda Nortona.
- Też się znali z Oxfordu?
- O ile mi wiadomo, poznali się w nocnym klubie w Londynie - w głosie ochmistrzyni słychać było dezaprobatę. - To stosunkowo niedawno zawarta znajomość. Należy przypuszczać, że powodem przyjazdu panny Temple do pałacu był jej atrakcyjny wygląd.
- Czy Lord Humes przybył z kimś, żoną, przyjaciółką?
- Nie. Przyjechał sam.
- Kiedy?
- Przedwczoraj.
- Czyli w dzień śmierci Lorda Nortona. Jak pani przypuszcza, dlaczego zginął Lord Norton?
- Nie wiem.
- Czy panowie się kłócili?
- Dżentelmeni się nie kłócą. Oni wymieniają poglądy.
- Oczywiście. A więc, czy obaj dżentelmeni wymieniali tego wieczoru poglądy?
- Odniosłam takie wrażenie.
- Na jaki temat?
- Nie słyszałam całej rozmowy, a jedynie jej fragment. Rozmawiali o pannie Temple. Nie mogę wykluczyć, że obaj byli nią zainteresowani.
- W gabinecie Lorda Nortona jest plama krwi na dywanie. Dlaczego nie zgłosiła pani tego do nas?
- Jane Roberts, która tu od niedawna pracuje, powiedziała mi o tym na chwilę przed przyjściem panów z tym dokumentem - ochmistrzyni machnęła trzymanym w ręce nakazem. - Nie zdążyłam zadzwonić. Jane próbowała to wyczyścić. Bała się, że będzie miała nieprzyjemności, jeśli jej się nie uda.
- Czy to pani kazała usunąć plamę?
- Co pan insynuuje? - spytała z oburzeniem kobieta.
- Proszę odpowiedzieć.
- Z całą pewnością, nie. Zresztą dlaczego miałabym to zrobić? Nie ja go zabiłam, więc nie mam powodu, żeby zacierać ślady.
- Od jak dawna pracuje pani tutaj?
- Od dnia narodzin Lorda Nortona. Jest ... był mi bardzo bliski. Jak syn.
- Czy Lord Norton zapisał pani coś w testamencie?
- Tak. Pewną okrągłą sumkę - westchnęła z zadowoleniem.
XXX
XXX
- Sir, a może ta gospodyni ... - posterunkowy White podszedł do nadinspektora Wilsona, przeglądającego dokumenty w gabinecie Lorda Nortona.
- Ochmistrzyni - sprostował nadinspektor.
- No, właśnie. Może to ona zabiła Lorda? - posterunkowy dokończył pytanie szeptem.
- Garotą? Nie wydaje mi się. Nie jej broń. O! Kijem od szczotki, jakby miała dobry powód, to tak.
- A ta piękność? - posterunkowy bezwiednie oblizał usta.
- Jeszcze z nią nie rozmawiałem - odpowiedział nadinspektor, nie podnosząc wzroku znad przeglądanych dokumentów. - Cholera, nic ciekawego. Same rachunki i umowy.
- Mógłbym dla niej zabić - westchnął posterunkowy.
- Oczywiście. Lepiej idźcie sprawdzić stajnie, White.
XXX
XXX
- Gdzie pan był przedwczoraj wieczorem? - spytał nadinspektor Wilson Lorda Humesa.
- Tutaj, w pałacu. Przyjechałem około 16.00. Pociągiem. Spędziłem wieczór z Georgem Nortonem i panną Rochelle. Po kolacji poszedłem się położyć.
- Często pan tu przyjeżdżał?
- Tak, George był moim przyjacielem. Poznaliśmy się na studiach.
- Z czego pan żyje?
- Nadinspektorze, czyżby pan sugerował, że moje finanse mają związek ze śmiercią George'a? Zapewniam, że nie - uciął Lord Humes.
- Proszę o szczegóły - nie ustępował nadinspektor Wilson.
- Nie przywykłem do rozmów o pieniądzach - Lord Humes robił wrażenie zażenowanego. - Cóż … posiadam majątek w Kent. Mam doskonałego zarządcę. Sam często wyjeżdżam za granicę. Piszę reportaże z podróży i jako wolny strzelec publikuję w dziennikach i czasopismach. … Nieźle płacą - dodał po chwili arystokrata, wyraźnie rozbawiony swoją bezpośrednią odpowiedzią.
- Czy pokłócili się panowie w noc zabójstwa?
- Nie nazwałbym tego kłótnią, nadinspektorze. Różnica zdań, to wszystko.
- Na jaki temat?
- Ogląd świata.
- Lordzie Humes, prowadzę śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa. Proszę odpowiedzieć na pytanie. Dlaczego pokłócili się panowie?
- Poszło o kobietę. Pannę Rochelle Temple.
- Dlaczego?
- Jeśli pan pyta, to znaczy, że nie widział jej pan jeszcze. Ale też nie przesadzajmy, nawet tak atrakcyjna kobieta rzadko jest powodem morderstwa.
- Wojny się zdarzały.
- Rochelle to nie Helena.
XXX
XXX
- Panno Temple, gdzie pani była przedwczoraj między 22.00 a 6.00 rano? - nadinspektor Wilson musiał przyznać, że uroda młodej kobiety robiła piorunujące wrażenie.
- W swojej sypialni. Tutaj, w pałacu - odpowiedziała Rochelle Temple znudzonym głosem.
- Co pani robiła?
- Spałam.
- Cały czas?
- Tak, wzięłam środek na sen.
- To bardzo wygodne w noc zabójstwa.
- Cierpię na bezsenność. Lekarz przepisał mi te tabletki.
- Czy Lord Humes czynił pani awanse?
- Pan już też gada jak oni. Nie może pan mówić po ludzku?
- Czy Lord Humes podrywał panią?
- Wręcz przeciwnie. Nie lubił mnie i dawał mi to odczuć. Zastanawiałam się dlaczego?
XXX
XXX
Nadinspektor włożył komórkę do kieszeni i opadł ciężko na fotel w pałacowej bibliotece. Po chwili do biblioteki wszedł Lord Humes.
- Dzwonili już do pana?
- Tak. Zamykam sprawę jako nierozwiązaną. Mam się nie dopytywać.
- To ja poprosiłem o interwencję. Jest pan zbyt blisko rozwiązania. A mnie tu nie ma i nie było. Rozumie pan, nadinspektorze? Polubiłem pana, więc panu powiem, tak między nami - Lord Humes wyjął z kieszeni srebrną papierośnicę, poczęstował nadinspektora i sam również zapalił.
- Tę lalkę Rochelle mu podstawili, a właściwie podłożyli. Słowo "podłożyli" lepiej opisuje sytuację - uśmiechnął się smutno Lord Humes. - Kompletnie zawróciła mu w głowie. George zawsze miał słabość do dziewczyn. Powiedziałem mu, że to nie jest kolejna ładna buzia. Ale nie było z nim rozmowy. Nie uwierzył mi.
- Swoją drogą, trudno się dziwić - nadinspektorowi błysnęło oko.
Lord Humes westchnął.
- Od miesięcy szukałem przecieku, no i znalazłem. To ona wyciągała informacje od George'a i przekazywała ... . Już i tak za dużo panu powiedziałem. W każdym razie George dał się jej podejść jak młody. Musiałem o tym zameldować. Racja stanu. Decyzja została podjęta natychmiast. Rano znaleźliście go na plaży - Lord Humes zgasił papierosa, wstał i podał dłoń nadinspektorowi. - Miło było poznać.
Nadinspektor spojrzał pytająco na Lorda Humes'a.
- Tak, ja. Są sprawy ważniejsze niż męska przyjaźń, nadinspektorze.
XXX
XXX
Jerry Busson otworzył szeroko drzwi swojego domu.
- A! Nadinspektor Wilson. Jak miło pana widzieć. Wczoraj, a może przedwczoraj, zresztą nieważne, był tu u mnie młody człowiek od pana. Coś mówił, ale nic z tego nie zrozumiałem. Coś o moim samochodzie. Czego dzisiaj uczą w tych szkołach? No, żeby dwóch zdań nie umiał sklecić razem? Wszystko schodzi na psy. Nie uważa pan? Trochę go pomusztrowałem. Nie zaszkodzi mu. He, he. A pan może w tej samej sprawie? Nareszcie dowiem się, o co chodzi. Już widzę, że się polubimy. Dobrze panu z oczu patrzy. W czasie wojny miałem przyjaciela, też lotnik, jak ja. A na imię miał Peter, jak pan. Szwab go zestrzelił. Powiem panu, że nie ma nic ważniejszego niż męska przyjaźń. Teraz jest co prawda pora na herbatę, ale mam tu coś mocniejszego. Napije się pan ze mną? Pogadamy sobie, nadinspektorze.
Olga Walter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz