Peter Wilson i Lucy Taylor jechali samochodem w kierunku Pleading.
- Niezły ten szeregowiec. Jak myślisz? - Peter Wilson szukał dla siebie lokum od kiedy wrócił z Londynu do Lichtown.
- Może być - powiedziała bez przekonania Lucy.
- Nie podoba ci się?
- Są tylko dwie sypialnie i nie ma ogrodu.
- Jak to, nie ma? Zmieszczą się ze dwie duże donice. A w lecie to i leżak. Trzeba tylko sprytnie ustawić - Peter spojrzał na Lucy i stwierdził, że jego żart jej nie rozbawił. - Jest blisko moich rodziców. To bardzo ważne.
- Wiem. Właściwie to nie chce mi się jeść. Możemy zawrócić?
- Mamy rezerwację. To ty chciałaś iść.
- Ale już nie chcę.
- Jak boga kocham, następnym razem nas nie wpuszczą. Odwołasz?
- Peter ...
- Co? Masz, zadzwoń z mojej komórki.
- Nie o to chodzi. Tamten samochód jakoś dziwnie stoi.
- Faktycznie. Coś nie tak.
Przód samochodu był zmiażdżony.
- Lucy, nie podchodź! Nie patrz, proszę.
- To przecież samochód Nancy!
- Jesteś pewna? W środku jest mężczyzna - powiedział Peter, sprawdzając jednocześnie, w jakim stanie jest ofiara.
- Tak, wszędzie poznam ten kolor. Może Nancy gdzieś tu jest!? Może wypadła!?
- Lucy, już sprawdziłem, nie ma nikogo więcej.
Peter sięgnął po komórkę.
- Pogotowie i policja zaraz tu będą. A ty, zadzwoń do Nancy i powiedz, że zaraz do niej przyjedziemy.
XXX
XXX
Usiedli w salonie i zapadła niezręczna cisza.
- Miło, że wpadliście, tylko tak właściwie, to ja mam gościa. Pojechał gdzieś, ale dosłownie lada chwila wróci.
- My właśnie w tej sprawie - powiedział Peter i Nancy zorientowała się, że Peter przyszedł jako nadinspektor policji.
- Coś się stało?
- Był wypadek ... Znaleźliśmy twój samochód przy drodze. Z dokumentów znalezionych przy kierowcy wynika, że to Nigel Cameron. Nancy, czy to ktoś bliski? - spytał Peter.
- To mój były mąż. Jest ranny?
- Przykro mi. Zginął na miejscu.
XXX
XXX
Następnego dnia Peter zadzwonił do Nancy i poprosił, żeby przyszła na posterunek. Zjawiła się pół godziny później.
Zanim Peter zaczął z nią rozmowę, zawołał posterunkowego.
- White! Proszę, przynieście wodę i szklankę. Tylko, czystą - dodał szeptem. - A nie, jak ostatnio.
- Nancy, dlaczego Nigel jechał twoim samochodem?
- Był u mnie na kolacji, ale to już wiesz. Jakoś tak wyszło, że powiedziałam mu o moich ostatnich problemach z samochodem. Nigel na to, że się tym zajmie i jak to on, od razu pojechał do warsztatu. Ja nigdy nie miałam głowy do takich spraw.
- Kiedy się rozwiedliście?
- Nie mieliśmy orzeczonego rozwodu, po prostu dwa lata temu postanowiliśmy się rozstać. Nie układało nam się wtedy ... Ale miesiąc temu Nigel skontaktował się ze mną. Spotkaliśmy się kilka razy. Powiedz, jechał zbyt szybko? Zawsze się o to kłóciliśmy.
- Faktycznie, przekroczył dozwoloną prędkość, ale też ktoś majstrował przy hamulcach. Musimy przyjąć, że to ty miałaś zginąć. Chcę, żebyś wprowadziła się do Lucy. Już z nią o tym rozmawiałem.
- Peter, co ty mówisz? Kto chciałby mnie zabić? Jestem zwykłą aptekarką z małego miasteczka, mam przeciętne dochody, a o morderstwach to lubię sobie do poduszki poczytać. Nigdzie się nie przeprowadzam. Mowy nie ma.
- Nancy nie mogę cię zmusić, ale zastanów się jeszcze.
- Nie.
XXX
XXX
Wieczorem Lucy przygotowywała kolację, a Peter siedział przy jej kuchennym stole i podjadał ciasto.
- Lucy, skąd znasz Nancy? - spytał Peter z pełnymi ustami.
- Razem studiowałyśmy. Potem przez kilka lat nie miałyśmy ze sobą kontaktu, aż spotkałyśmy się na jakimś szkoleniu. Powiedziała, że chętnie uciekłaby z Londynu, zgadałyśmy się i właśnie mijają dwa lata jak prowadzimy tę aptekę. Nie jedz ciasta, zaraz kolacja.
- Jeszcze tylko ten kawałeczek. Świetnie pieczesz. Lubiłyście się?
- Nie bardzo, ale Nancy przynajmniej znałam, a właśnie wtedy zastanawiałam się nad powrotem do Lichtown z Manchesteru i przejęciem apteki po Collinsie. Bałam się wziąć aptekę sama. A wiesz, że Collins umarł miesiąc temu? Biedaczysko, długo chorował.
- A czy ostatnio działo się coś niezwykłego?
- Bo ja wiem? Czasem zdarza się w aptece głuchy telefon, ale czy to coś niezwykłego? Pewnie dzieciaki robią sobie żarty. Peter, ty chyba jesteś bardzo głodny. Jadłeś lunch?
XXX
XXX
- Mamo, chcę cię o coś spytać.
- Peter, jak mam ci doradzić, jeżeli nie widziałam tych domów nawet na zdjęciach.
- Mamo, dzwonię w innej sprawie.
- Ale powiesz mi, jak już wybierzesz, prawda?
- Powiem. Mamo, co mówią na mieście o naszych aptekarkach?
- Że Peter Wilson interesuje się jedną z nich.
- Mamo, wiesz, że nie o to pytam.
- Wiem, wiem. Lucy jest stąd, więc nie budzi emocji. Z tym jednym wyjątkiem.
- Mamo! Litości!
- Ale Nancy jest obca, nic o niej nie wiadomo, więc ludzie wymyślają.
- A co wymyślają?
- Podobno kilka lat temu kogoś otruła.
XXX
XXX
Posterunkowy White trzymał ręce w kieszeniach.
- Sir, można na chwilę? Bo tak sobie myślę ... A może aptekarkę chciała załatwić Lucy? Tyle, że ten Cameron się akurat nawinął, he, he. A powód pewnie finansowy miała. O! Albo jeszcze lepszy pomysł mam, o chłopa się pokłóciły! Z babami siedem światów! Sir! - White prawie zasalutował, gdy zobaczył minę nadinspektora.
- White, zanim stracę cierpliwość, czym mieliście się zająć?
- No ... rowerem, co to stary Johnson kradzież zgłosił, Sir ale ...
- To weźcie się za robotę! - Peter sklął White'a pod nosem.
Peter i posterunkowy Black wrócili do analizowania raportu z wypadku. Gdy skończyli, Black zwrócił się do przełożonego:
- Sir.
- Tak, wiem. Trzeba sprawdzić alibi Lucy.
Peter wybrał numer w komórce.
- Lucy? Co robiłaś w dzień wypadku po 18.00? ... Ze mną, jasne. Idiota ze mnie. ... A masz prawo jazdy? ... Tak, wiem, że nie masz samochodu, ale pytam cię o prawo jazdy. ... Też nie masz. ... Nie, nic, bez powodu. ... Nie mogę teraz rozmawiać. Do zobaczenia wieczorem.
- W porządku - Peter odetchnął z ulgą.
Black milczał. Peter zaczął stukać ołówkiem w blat biurka.
- Nie, no! Jakie w porządku!? Dałaby sobie radę z tymi głupimi hamulcami. Nie wiem! W Internecie by znalazła, czy coś! No i mogła to zrobić choćby w porze lunchu. Niech to szlag!
Peter wstał od biurka i podszedł do okna.
- Znowu pada. Black, sprawdźcie Lucy Taylor.
- Oczywiście, Sir.
- Poza tym ustalcie sytuację finansową i rodzinną tego Nigela i Nancy. Trzeba też sprawdzić, czy byli karani.
- Sir, czy karani, to już sprawdziłem. Na szkoleniu nam mówili, co trzeba najpierw ...
- Dobrze, dobrze.
- Nigel Cameron właściwie czysty, trochę mandatów, głównie za prędkość, jeden za parkowanie - Black wyjął z kieszeni notatnik. - A Nancy miała poważne kłopoty dwa lata temu. Ze szczegółami czy ogólnie, Sir?
- Ogólnie.
- Jakiś zrozpaczony ojciec po śmierci dziecka oskarżył ją o błąd, że pomyliła się przy wydawaniu leku. Biegli, całe to zamieszanie, ale okazało się, że była niewinna, wydała lek zgodnie z receptą.
- Wiecie, Black, co robić.
- Tak jest, Sir. Sprawdzić wszystkich.
XXX
XXX
Przeglądając magazyn wnętrzarski, Lucy spytała o szczegóły śmierci Nigela Camerona.
Peter spojrzał na nią podejrzliwie i zapalił papierosa:
- Skręcił kark. O hamulcach już wiesz. Miał chłopak pecha. Może przeżyłby, gdyby ustawił sobie zagłówek. Znałaś go?
- Tak, stare dzieje.
- Nie mówiłaś mi!
- Nie krzycz! Nie pytałeś! Studiował ze mną i Nancy. Był najlepszy ... na roku.
- Zanim zaczął spotykać się z Nancy, był z tobą, prawda?
Cisza była wymowna.
- Spotykaliście się? Nancy odbiła ci Nigela?
- Nie! To ja go zostawiłam - duma nie pozwoliła Lucy przyznać, że Peter trafił w czuły punkt.
- Boże! Lucy Taylor, czy to ty chciałaś zabić Nancy Cameron? Lucy, pytam poważnie.
- To ja ci powiem coś poważnie. Wynocha! W życiu bym nie pomyślała, że mnie tak potraktujesz! Zabieraj się! Ale już! Co ja głupia sobie wyobrażałam?! ... Jeszcze krawat! ... Na krześle!!!
Lucy wyrzuciła za Peterem jego kurtkę, trzasnęła drzwiami, a potem usiadła na podłodze i się rozpłakała.
XXX
XXX
Peter zadzwonił do Pleading i poprosił o połączenie z szefem.
- Sir, tu nadinspektor Peter Wilson, Lichtown. Mam podejrzaną w naszej ostatniej sprawie.
- Aptekarka?
- Tak. Sir, ale pan wie, że są dwie aptekarki? W każdym razie, na sekatorze, który u niej znaleźliśmy są śladowe ilości płynu hamulcowego i wyłącznie jej odciski palców.
- Wiemy, dlaczego to zrobiła?
- Wszystko wskazuje na motywy finansowe. Posterunkowy Black się tym zajął. Może by dla niego awans, Sir?
- Nadinspektorze, o tym porozmawiamy kiedy indziej.
- Tak, oczywiście. Więc to Black ustalił, że apteka nie przynosi wysokich dochodów, a kredyt na dom trzeba spłacać. Poza tym ona w ogóle wydaje więcej niż zarabia, ma ogromne długi. A pół roku temu Nigel Cameron odziedziczył kupę kasy. O, przepraszam! To znaczy ...
- Wiem, co znaczy kupa kasy, nadinspektorze.
- Tak, ... jedyną spadkobierczynią Nigela Camerona jest jego żona Nancy. Sir, dostanę na nią nakaz?
XXX
XXX
Peter zaparkował przy rynku i paląc, zastanawiał się co kupić, kwiaty dla Lucy czy whisky dla siebie. Dopalił papierosa i wszedł do delikatesów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz