- Nietutejszy - sprzedawczyni westchnęła z żalem, poprawiając fryzurę.
- Jak to, nietutejszy?! - żachnęła się panna Spinster. - Nie poznaje pani? Przecież to Peter Wilson. Jego matka mówiła mi, że dostał przeniesienie z Londynu i teraz będzie policjantem u nas w Lichtown.
- A co, za karę? - spytała zaciekawiona sprzedawczyni.
- Nie, no, co też pani?! Ojciec ciężko chory. Peter wrócił, żeby nie wszystko na głowie matki było. A pracował w Scotland Yardzie - wyjaśniła panna Spinster i dodała ciszej. - Przy morderstwach.
- Kochana, a czym on się będzie tutaj zajmował? Gdzie u nas morderstwa?
- Kochana, a czym on się będzie tutaj zajmował? Gdzie u nas morderstwa?
- Się pani nie martwi. Pamięta pani Maggie Cook? Co to biedaczka ledwo poszła do ziemi, a jej mąż zaraz się ożenił i do Szkocji wyjechał. Na pewno zabił Maggie, już ja swoje wiem.
- Co pani powie?! Świeże nereczki dzisiaj przywieźli, ile zważyć?
- Funt. Może być trochę więcej. Pani patrzy, śnieg pada.
XXX
XXX
W sobotę rano Susan Wright przygotowała śniadanie dla gości, a potem zadzwoniła do sklepu.
- Mark, proszę, podrzuć nam chleb, mleko, … Robert wyjechał z dzieciakami na parę dni. Cały pensjonat na mojej głowie. ... Tak, widzę, co się dzieje ... Wczoraj to ja byłam zajęta pakowaniem, a potem goście przyjechali. … Zresztą, kto to wiedział, że taki śnieg będzie? … Na razie.
Gdy tylko Susan rozłączyła się, zadzwonił Robert.
- Cześć, kochanie - powiedziała zrezygnowana Susan. - … Pada cały czas. W radio mówili, że takiej śnieżycy nie było w Anglii od kilkudziesięciu lat ... Będzie jeszcze gorzej? … Mark odwołał wszystkie dostawy. Nie wiem, czym będę żywić gości - rozmawiając, Susan zajrzała do spiżarni. - Jest makaron, konserwy, herbata. Z głodu nikt nie umrze - powiedziała. - Kiedy wracacie? … Tak, zostańcie dłużej. … Pa, ja ciebie też.Susan wyszła do przedsionka i zapaliła papierosa. Nie zniechęciła jej tabliczka z napisem "Zakaz palenia", którą po remoncie własnoręcznie zawiesiła. Zaciągając się, wyglądała przez szybę w drzwiach frontowych. Po chwili zauważyła, że z zaspy przy wejściu coś wystaje. Włożyła kurtkę, na głowę naciągnęła kaptur i wyszła. Gdy odgarnęła śnieg z wierzchu zaspy, zobaczyła martwą Hillary Smith. Kobieta miała na sobie rozpięty płaszcz a pod spodem zakrwawioną sukienkę. Z rany wystawał nóż. Susan wróciła do budynku i zadzwoniła na policję.
XXX
- Peter, kto dzwonił?
- Posterunkowy White.
- Przecież dopiero wczoraj przyjechałeś.
- Oficjalnie jestem zatrudniony w Lichtown od dzisiaj.
- Czego chciał tak wcześnie?
- Mamo, to służbowe sprawy.
- Nie chcesz, to nie mów.
- Och! Susan zgłosiła, że ktoś umarł w jej pensjonacie. Prawdopodobnie morderstwo.
- Jak dobrze! A ja się martwiłam, że nie będzie tu dla ciebie ambitnej pracy.
- Mamo! Ktoś właśnie umarł.
- No tak ... . A pamiętasz, mieliście się pobrać? Tylko, że ona … .
- Pamiętam, aż za dobrze. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Pa!
- Peter! Śniadanie!
XXX
Peter wysiadł z samochodu i podszedł do Susan stojącej przy drzwiach frontowych. Wystarczył mu rzut oka na leżące obok ciało, żeby upewnić się, że ma do czynienia z morderstwem.
Peter wysiadł z samochodu i podszedł do Susan stojącej przy drzwiach frontowych. Wystarczył mu rzut oka na leżące obok ciało, żeby upewnić się, że ma do czynienia z morderstwem.
- Witaj - Peter dotknął ramienia Susan. - Proszę, zbierz gości w jadalni, a potem pozamykaj na klucz tylne drzwi i wszystkie okna na parterze. Trzymasz się?
- Tak. Chyba tak.
Peter pochylił się, żeby przyjrzeć się zwłokom. Po chwili usłyszał wjeżdżający na podwórko samochód. Z policyjnego land-rovera wysiedli posterunkowi White i Black.
- Sir, tak ślisko tu pod górkę, że .... - zaczął tłumaczyć spóźnienie White.
- Z powrotem ja prowadzę! - przerwał mu Black ze złością.
Nadinspektor wydał polecenia, nie zwracając uwagi na sprzeczkę.
- White, zostańcie przy zwłokach. Pilnujcie, żeby nikt się tu nie kręcił. Sami też niczego nie dotykajcie. A wy Black, chodźcie ze mną.
Gdy weszli do budynku nadinspektor upewnił się, że nikt z gości go nie usłyszy i przekazał posterunkowemu Blackowi swoje wstępne ustalenia.
- Tak. Chyba tak.
Peter pochylił się, żeby przyjrzeć się zwłokom. Po chwili usłyszał wjeżdżający na podwórko samochód. Z policyjnego land-rovera wysiedli posterunkowi White i Black.
- Sir, tak ślisko tu pod górkę, że .... - zaczął tłumaczyć spóźnienie White.
- Z powrotem ja prowadzę! - przerwał mu Black ze złością.
Nadinspektor wydał polecenia, nie zwracając uwagi na sprzeczkę.
- White, zostańcie przy zwłokach. Pilnujcie, żeby nikt się tu nie kręcił. Sami też niczego nie dotykajcie. A wy Black, chodźcie ze mną.
Gdy weszli do budynku nadinspektor upewnił się, że nikt z gości go nie usłyszy i przekazał posterunkowemu Blackowi swoje wstępne ustalenia.
- Myślę, że śmierć nastąpiła między 21.00 a 1.00. Trudno o coś pewniejszego w tych warunkach, bez patologa, no i mróz zrobił swoje. Raczej nie możemy liczyć na świadków, z okien pensjonatu nie widać tego miejsca. Rany kłute klatki piersiowej. Nóż w ciele. Ofiarę ugodzono co najmniej siedem-osiem razy, a nie zdziwię się jeśli sekcja wykaże, że więcej. Dzwoniliście do Pleading? Kiedy przyślą ekipę?
- Nie wcześniej, niż za kilka godzin, a może dopiero wieczorem.
- Cholera, niedobrze. Sami musimy się na razie zorganizować. Black, idźcie sprawdzić ślady wokół budynku i meldujcie mi zaraz. Może ten śnieg jednak na coś się przyda.
- Nie wcześniej, niż za kilka godzin, a może dopiero wieczorem.
- Cholera, niedobrze. Sami musimy się na razie zorganizować. Black, idźcie sprawdzić ślady wokół budynku i meldujcie mi zaraz. Może ten śnieg jednak na coś się przyda.
XXX
Gdy Peter wszedł do jadalni, podekscytowane głosy natychmiast ucichły.
- Witam państwa. Nadinspektor Peter Wilson, Scotland ..., policja w Lichtown. Wiedzą już państwo, że przy drzwiach frontowych leżą zwłoki. Proszę nie opuszczać pensjonatu. Przesłucham państwa.
- Ale, przecież .... My musimy ... Panu nie wolno ... Jak długo? ... - goście głośno okazali swoje niezadowolenie.
- Proszę państwa, niestety nie wiem, jak długo to potrwa. Wezmę termos. To kawa? Susan, ty pierwsza.
- Ale, przecież .... My musimy ... Panu nie wolno ... Jak długo? ... - goście głośno okazali swoje niezadowolenie.
- Proszę państwa, niestety nie wiem, jak długo to potrwa. Wezmę termos. To kawa? Susan, ty pierwsza.
XXX
Peter i Susan przeszli do salonu. Peter nalał kawy do dwóch filiżanek.
- Dla ciebie czarna z cukrem? - Peter podał kawę Susan i usiadł naprzeciwko niej. Gdy podniosła filiżankę, zauważył, że drżą jej dłonie.
- Jak wyglądał wczorajszy dzień w pensjonacie?
- Goście przyjechali około 18.00. Rano pakowałam Roberta i dzieci. Była 11.00, gdy wyjechali do teściów do Londynu. Zostałam sama i zajęłam się przygotowaniami na przyjazd gości. Przyjechali około 18.00. ... Już to chyba mówiłam.
Posterunkowy Black wsunął głowę przez drzwi.
- Sir, mogę prosić na chwilę? - gdy nadinspektor podszedł, Black szeptem powiedział. - Ślady są wyłącznie przy drzwiach wejściowych i przy naszych samochodach. Poza tym nic.
- Mordercą jest najpewniej ktoś z obecnych w pensjonacie, ale innych możliwości też nie możemy wykluczyć - nadinspektor również mówił szeptem. - Black, idźcie do jadalni popilnować tego towarzystwa. Mam nadzieję, że White w tym czasie nie zamarznie. Zmieniajcie się co pół godziny.
Peter wrócił do przesłuchiwania Susan. Bardzo jej współczuł, ale ton jego głosu był służbowy.
- Co wiesz o tych ludziach?
- Przyjeżdżali do pensjonatu we czworo co najmniej raz w miesiącu, zawsze na weekend. Prawie za każdym razem, w niedzielę po południu przyjeżdżał mąż Christine Adamson i żona Martina Richardsona. Phil Osborne jest chyba rozwiedziony, a Hillary, ta zabita, była panną. Wiem, że tym razem nikt nie miał dołączyć. Byli..., są dobrymi klientami, płacą w terminie. To chyba wszystko.
- Czy były między nimi jakieś konflikty?
- Nie, ... w każdym razie nie zauważyłam. Owszem, czasem kłócili się, było głośno, ale zaraz potem zamawiali drinki i rozmawiali ze sobą jakby nigdy nic, zawsze też wychodzili razem do pubu na lunch. Chociaż... wczoraj zaraz po tym jak przyjechali, poszłam na papierosa. Przed wejściem do pensjonatu paliły Christine i Hillary. Usłyszałam podniesiony głos Christine, mówiła: "Nie wolno ci". Gdy Hillary mnie zauważyła, zaczęła mówić o pogodzie.
Peter wrócił do przesłuchiwania Susan. Bardzo jej współczuł, ale ton jego głosu był służbowy.
- Co wiesz o tych ludziach?
- Przyjeżdżali do pensjonatu we czworo co najmniej raz w miesiącu, zawsze na weekend. Prawie za każdym razem, w niedzielę po południu przyjeżdżał mąż Christine Adamson i żona Martina Richardsona. Phil Osborne jest chyba rozwiedziony, a Hillary, ta zabita, była panną. Wiem, że tym razem nikt nie miał dołączyć. Byli..., są dobrymi klientami, płacą w terminie. To chyba wszystko.
- Czy były między nimi jakieś konflikty?
- Nie, ... w każdym razie nie zauważyłam. Owszem, czasem kłócili się, było głośno, ale zaraz potem zamawiali drinki i rozmawiali ze sobą jakby nigdy nic, zawsze też wychodzili razem do pubu na lunch. Chociaż... wczoraj zaraz po tym jak przyjechali, poszłam na papierosa. Przed wejściem do pensjonatu paliły Christine i Hillary. Usłyszałam podniesiony głos Christine, mówiła: "Nie wolno ci". Gdy Hillary mnie zauważyła, zaczęła mówić o pogodzie.
- Co było potem?
- Na kolacji byli w komplecie. Rozmawiali o jakimś problemie w pracy, a potem martwili się, jak wrócą do domów, jeśli śnieg nie przestanie padać. Po kolacji panowie przyszli tutaj na drinka, a panie poszły na papierosa, paliły w przedsionku. Udawałam, że nie widzę. Już solidnie padało, psa by nie wygonił. Sprzątałam gdzieś tak do 21.00.
- Kiedy poszli do swoich pokojów?
- Nie widziałam. Posprzątałam i poszłam do siebie. A wiesz, że po remoncie wszystkie pokoje są z łazienkami? - pochwaliła się Susan. - Tylko, czy po tym wszystkim ludzie będą chcieli do nas przyjeżdżać?
- Na pewno - powiedział Peter, a po chwili spytał: - Czy wczoraj działo się coś jeszcze, może coś niezwykłego?
- Tak. Po 22.00 zeszłam na dół sprawdzić, czy tylne drzwi są zamknięte na klucz. Nie były, więc oczywiście zamknęłam i wtedy zobaczyłam kogoś przemykającego po korytarzu.
- Nie wiesz, kto to był?
- Nie jestem pewna. Wtedy pomyślałam, że to Phil Osborne, nawet go zawołałam, ale nie odezwał się.
- Dlaczego pomyślałaś, że to on?
- Bo to było przy jego pokoju.
- Światło nie było włączone?
- Nie. Robert wyjechał, nie było komu wymienić żarówki.
- Susan, widziałaś nóż, prawda?
- Tak, ... - Susan wzdrygnęła się. - To z naszego kompletu. Wszystkie sztućce trzymam w jadalni w kredensie.
XXX
Do salonu wszedł Phil Osborne. Nadinspektor Wilson otaksował go. Siwy, dobrze po pięćdziesiątce. Świetny garnitur i buty.
- Na kolacji byli w komplecie. Rozmawiali o jakimś problemie w pracy, a potem martwili się, jak wrócą do domów, jeśli śnieg nie przestanie padać. Po kolacji panowie przyszli tutaj na drinka, a panie poszły na papierosa, paliły w przedsionku. Udawałam, że nie widzę. Już solidnie padało, psa by nie wygonił. Sprzątałam gdzieś tak do 21.00.
- Kiedy poszli do swoich pokojów?
- Nie widziałam. Posprzątałam i poszłam do siebie. A wiesz, że po remoncie wszystkie pokoje są z łazienkami? - pochwaliła się Susan. - Tylko, czy po tym wszystkim ludzie będą chcieli do nas przyjeżdżać?
- Na pewno - powiedział Peter, a po chwili spytał: - Czy wczoraj działo się coś jeszcze, może coś niezwykłego?
- Tak. Po 22.00 zeszłam na dół sprawdzić, czy tylne drzwi są zamknięte na klucz. Nie były, więc oczywiście zamknęłam i wtedy zobaczyłam kogoś przemykającego po korytarzu.
- Nie wiesz, kto to był?
- Nie jestem pewna. Wtedy pomyślałam, że to Phil Osborne, nawet go zawołałam, ale nie odezwał się.
- Dlaczego pomyślałaś, że to on?
- Bo to było przy jego pokoju.
- Światło nie było włączone?
- Nie. Robert wyjechał, nie było komu wymienić żarówki.
- Susan, widziałaś nóż, prawda?
- Tak, ... - Susan wzdrygnęła się. - To z naszego kompletu. Wszystkie sztućce trzymam w jadalni w kredensie.
XXX
Do salonu wszedł Phil Osborne. Nadinspektor Wilson otaksował go. Siwy, dobrze po pięćdziesiątce. Świetny garnitur i buty.
- Jest pan bardzo elegancko ubrany. Zawsze tak się pan ubiera na weekendowe śniadanie ze znajomymi z pracy? Chciał pan zrobić na kimś wrażenie? - spytał nadinspektor i upchnął stopy w przemoczonych butach głębiej pod krzesło.
- A co? - spytał buńczucznie Osborne. - Myśli pan, że mordując, upaprałem się krwią i dlatego się przebrałem? Wypraszam sobie.
Gdy Osborne usiadł przy stole, nadinspektor poczuł od niego ostrą woń wczorajszego alkoholu.
- Miętówkę, nadinspektorze? - Osborne wyjął z kieszeni opakowanie i potrząsnął nim zachęcająco.
- Nie, dziękuję. Jaki charakter miała pana znajomość z Hillary Smith?
Phil Osborne odpowiadał niechętnie:
- Cóż, ... dość długo byliśmy razem, ale ... kilka tygodni temu Hillary uznała, że ... jak to określiła, nie ma sensu tego ciągnąć.
Gdy Osborne usiadł przy stole, nadinspektor poczuł od niego ostrą woń wczorajszego alkoholu.
- Miętówkę, nadinspektorze? - Osborne wyjął z kieszeni opakowanie i potrząsnął nim zachęcająco.
- Nie, dziękuję. Jaki charakter miała pana znajomość z Hillary Smith?
Phil Osborne odpowiadał niechętnie:
- Cóż, ... dość długo byliśmy razem, ale ... kilka tygodni temu Hillary uznała, że ... jak to określiła, nie ma sensu tego ciągnąć.
- Rozstaliście się w przyjaźni?
- Właściwie tak.
- Co znaczy: właściwie tak?
- Panie! Powiedziała, że odchodzi do innego, no to zwyzywałem ją od różnych. Głupia ... !
- Pobił ją pan?
- Nie no, nadinspektorze, co pan?
- Właściwie tak.
- Co znaczy: właściwie tak?
- Panie! Powiedziała, że odchodzi do innego, no to zwyzywałem ją od różnych. Głupia ... !
- Pobił ją pan?
- Nie no, nadinspektorze, co pan?
- Proszę odpowiedzieć!
- Nie, nie pobiłem jej. Ale bóg mi świadkiem, że jej się należało.
- Powiedziała panu do kogo odchodzi?
- A skąd! Ale postanowiłem, że się dowiem.
- Śledził ją pan?!
- Nie, nie pobiłem jej. Ale bóg mi świadkiem, że jej się należało.
- Powiedziała panu do kogo odchodzi?
- A skąd! Ale postanowiłem, że się dowiem.
- Śledził ją pan?!
- Tak! A, co?! Nie wolno?!
Nadinspektor wzrokiem przywołał Osborne'a do porządku i podał mu filiżankę czarnej kawy. Osborne wypił duszkiem.
- Przepraszam nadinspektorze, poniosło mnie. Wie pan, miałem nadzieję, że po śniadaniu porozmawiam z nią, przekonam i znów będziemy razem - Osborne westchnął.
- Z kim widywał pan Hillary?
- Mniej więcej tydzień temu widziałem ją na mieście z Martinem Richardsonem, ale na pewno byli na służbowym spotkaniu, on jej nienawidził.
- Dlaczego?
- No, jak dlaczego? To on miał pojechać służbowo do Nowego Jorku, załatwił to sobie z poprzednim zarządem, a w końcu jedzie ona ... to jest, miała jechać ... Poza tym ze dwa razy widziałem Hillary z mężem Christine Adamson, ale pewnie spotkała go przypadkiem. Za stary dla niej, ma z sześć dych.
Nadinspektor nie skomentował uwagi Osborne'a.
- Niedawno przyuważyłem ją też z jakimś przystojniaczkiem, którego nie znam. Mniej więcej w jej wieku. Wyglądało, że się kłócą. Może to on ..., no wie pan ... zabił.
- Proszę powiedzieć, co pan robił wczoraj po kolacji.
- Wypiliśmy z Martinem po drinku w salonie, a potem poszedłem do pokoju, włączyłem telewizor i opróżniłem do końca butelkę szkockiej, którą przywiozłem ze sobą.
- Ile tego było?
- No, ... sporo. Nie pamiętam.
- A co pan pamięta?
- Nadawali jakiś mecz. Piłka nożna. Nie! Krykiet. Na pewno. Nie wysiedziałem do końca. Obudziłem się rano. Znajdzie się tu coś od bólu głowy?
- Czy słyszał pan coś podejrzanego?
- Nie, nic. Już mówiłem. Spałem.
- Jak pan myśli, kto miał powody, żeby zabić Hillary?
- Oprócz mnie? - spytał smutno. - Nie wiem.
- Przepraszam nadinspektorze, poniosło mnie. Wie pan, miałem nadzieję, że po śniadaniu porozmawiam z nią, przekonam i znów będziemy razem - Osborne westchnął.
- Z kim widywał pan Hillary?
- Mniej więcej tydzień temu widziałem ją na mieście z Martinem Richardsonem, ale na pewno byli na służbowym spotkaniu, on jej nienawidził.
- Dlaczego?
- No, jak dlaczego? To on miał pojechać służbowo do Nowego Jorku, załatwił to sobie z poprzednim zarządem, a w końcu jedzie ona ... to jest, miała jechać ... Poza tym ze dwa razy widziałem Hillary z mężem Christine Adamson, ale pewnie spotkała go przypadkiem. Za stary dla niej, ma z sześć dych.
Nadinspektor nie skomentował uwagi Osborne'a.
- Niedawno przyuważyłem ją też z jakimś przystojniaczkiem, którego nie znam. Mniej więcej w jej wieku. Wyglądało, że się kłócą. Może to on ..., no wie pan ... zabił.
- Proszę powiedzieć, co pan robił wczoraj po kolacji.
- Wypiliśmy z Martinem po drinku w salonie, a potem poszedłem do pokoju, włączyłem telewizor i opróżniłem do końca butelkę szkockiej, którą przywiozłem ze sobą.
- Ile tego było?
- No, ... sporo. Nie pamiętam.
- A co pan pamięta?
- Nadawali jakiś mecz. Piłka nożna. Nie! Krykiet. Na pewno. Nie wysiedziałem do końca. Obudziłem się rano. Znajdzie się tu coś od bólu głowy?
- Czy słyszał pan coś podejrzanego?
- Nie, nic. Już mówiłem. Spałem.
- Jak pan myśli, kto miał powody, żeby zabić Hillary?
- Oprócz mnie? - spytał smutno. - Nie wiem.
XXX
Z dokumentów wynikało, że Christine Adamson ma czterdzieści dwa lata, ale nadinspektor Wilson ocenił jej wygląd na dużo więcej. Była postawną blondynką ubraną w pstrokatą sukienkę i brzydkie buty. Zanim nadinspektor zdołał się odezwać, sama zaczęła mówić przez łzy.
Z dokumentów wynikało, że Christine Adamson ma czterdzieści dwa lata, ale nadinspektor Wilson ocenił jej wygląd na dużo więcej. Była postawną blondynką ubraną w pstrokatą sukienkę i brzydkie buty. Zanim nadinspektor zdołał się odezwać, sama zaczęła mówić przez łzy.
- Hillary to była wspaniała koleżanka, zawsze można było na nią liczyć. Taka tragedia ...
Nadinspektorowi udało się zadać pierwsze pytanie.
- Co pani robiła wczoraj po kolacji?
Christine Adamson odpowiadała, cały czas pochlipując.
- Od razu poszłam do swojego pokoju. Położyłam się i zasnęłam. Musiało być trochę po 21.00. Biorę tabletki na sen, więc oczywiście niczego nie słyszałam. A jeśli pan by mnie spytał, kto mógł zabić Hillary, to niestety nikt nie przychodzi mi do głowy. ... Chyba, że ... Martin Richardson.
Christine Adamson wzięła głęboki oddech.
- Bo proszę pana, on mógł mieć żal do Hillary. Od tygodni chwalił się, że wyjeżdża do Nowego Jorku. Prestiż, lepsze pieniądze. A tu, zmienia się zarząd i wysyłają Hillary. Ale trzeba przyznać, że świetnie dałaby sobie radę.
Christine głośno wysiąkała w mokrą już chusteczkę.
Nadinspektor skorzystał z okazji i zadał kolejne pytanie.
- Dlaczego spotykaliście się w tym gronie?
- Kierujemy działami, które ściśle ze sobą współpracują. Od kilku lat przyjeżdżamy tu omawiać służbowe sprawy. Co najmniej raz w miesiącu. W pracy nie ma czasu na wszystko.
- Proszę opowiedzieć o swojej znajomości z Hillary?
- Poznałyśmy się w pracy, jakieś dziesięć lat temu. Bardzo dobrze się z nią pracowało. Między mną a Hillary nie było żadnego konfliktu - Christine Adamson powiedziała to na tyle nieprzekonująco, że nadinspektor zadał pytanie wprost:
- Czy mąż zdradzał panią z Hillary Smith?
Christine Adamson odpowiedziała głosem pełnym dumy.
- Mąż nigdy by mnie nie zdradził.
Christine Adamson wzięła głęboki oddech.
- Bo proszę pana, on mógł mieć żal do Hillary. Od tygodni chwalił się, że wyjeżdża do Nowego Jorku. Prestiż, lepsze pieniądze. A tu, zmienia się zarząd i wysyłają Hillary. Ale trzeba przyznać, że świetnie dałaby sobie radę.
Christine głośno wysiąkała w mokrą już chusteczkę.
Nadinspektor skorzystał z okazji i zadał kolejne pytanie.
- Dlaczego spotykaliście się w tym gronie?
- Kierujemy działami, które ściśle ze sobą współpracują. Od kilku lat przyjeżdżamy tu omawiać służbowe sprawy. Co najmniej raz w miesiącu. W pracy nie ma czasu na wszystko.
- Proszę opowiedzieć o swojej znajomości z Hillary?
- Poznałyśmy się w pracy, jakieś dziesięć lat temu. Bardzo dobrze się z nią pracowało. Między mną a Hillary nie było żadnego konfliktu - Christine Adamson powiedziała to na tyle nieprzekonująco, że nadinspektor zadał pytanie wprost:
- Czy mąż zdradzał panią z Hillary Smith?
Christine Adamson odpowiedziała głosem pełnym dumy.
- Mąż nigdy by mnie nie zdradził.
XXX
Jako ostatni na przesłuchanie został wezwany Martin Richardson.
- Z mlekiem, proszę - powiedział, siadając na krześle. Nadinspektor nie zareagował.
- Sam sobie naleję. O! Pusty - Richardson potrząsnął termosem. - Trudno. Inspektorze, po pierwsze, nie ja zabiłem Hillary, a po drugie muszę jak najszybciej wyjechać. Sprawy rodzinne.
Nadinspektor zmilczał degradację na inspektora oraz oświadczenie Richardsona i spytał:
- Skąd pan znał Hillary Smith?
Martin Richardson odpowiadał takim tonem, jakby to on prowadził przesłuchanie.
- Pracowałem z nią od dziesięciu lat, ale znaliśmy się wcześniej, ze studiów. To ja ściągnąłem ją do firmy.
- Z mlekiem, proszę - powiedział, siadając na krześle. Nadinspektor nie zareagował.
- Sam sobie naleję. O! Pusty - Richardson potrząsnął termosem. - Trudno. Inspektorze, po pierwsze, nie ja zabiłem Hillary, a po drugie muszę jak najszybciej wyjechać. Sprawy rodzinne.
Nadinspektor zmilczał degradację na inspektora oraz oświadczenie Richardsona i spytał:
- Skąd pan znał Hillary Smith?
Martin Richardson odpowiadał takim tonem, jakby to on prowadził przesłuchanie.
- Pracowałem z nią od dziesięciu lat, ale znaliśmy się wcześniej, ze studiów. To ja ściągnąłem ją do firmy.
- Byliście skonfliktowani?
- Skonfliktowani? Nie! Zapewniam.
- A co pan powie o wyjeździe do Nowego Jorku?
- Eeee..., skąd pan wie? - Richardson zrobił się grzeczniejszy. Zanim znowu zaczął mówić, rozpiął koszulę przy szyi.
- Gorąco tu. Wie pan, na początku, faktycznie, wkurzyłem się, ale jakoś tydzień później dostałem propozycję od konkurencji. Dwa razy tyle będę zarabiał i przenoszę się do Londynu, co obecnie jest dla mnie wygodniejsze. Ale wie pan nadinspektorze, kto mógł zabić? - Richardson zawiesił głos.
- Zamieniam się w słuch - ironiczny ton nadinspektora nie zbił Richardsona z tropu.
- Moim zdaniem Christine Adamson bardzo pasuje - zaczął Richardson. - Nie tak dawno słyszałem jak darła się do swojego starego, ... do męża, że ma dość jego zdrad. A to z Hillary zdradzał żoneczkę. Ha, ha! Panie nadinspektorze! W całym biurze huczało. Ale! - ekscytował się Richardson. - Jak panu pasuje Phil Osborne? Też dobry kandydat na mordercę, co?
- Dlaczego pan tak uważa?
- No, jak to dlaczego? Przecież stary dobry Phil miał z nią romans, a ona go wystawiła za drzwi jak śmiecia. Ale staruszek to chyba nawet nie wiedział w czyich ramionach wylądowała? Ha, ha!
- Z jakim innym mężczyzną Hillary mogła być widywana?
- Niech pomyślę... może z bratem, ten brat to była jej wielka tajemnica, wie pan, czarna owca w rodzinie. Dawno, jeszcze przed tą sprawą z Nowym Jorkiem, mówiła mi w przypływie szczerości, że braciszek strasznie ją na forsę naciąga, że zapożycza się na mieście, że wydaje na eleganckie ubrania, restauracje, kobiety. A wiedział, że Hillary dobrze zarabiała. Jak przestała go wpuszczać do domu, to ją napastował na ulicy, że więzy krwi i takie tam.
- Miała jeszcze jakichś krewnych?
- Nie, nikogo.
XXX
XXX
Nadinspektor i posterunkowy Black siedzieli w salonie. Nadinspektor przekazał posterunkowemu ustalenia z przesłuchań i spytał:
- I co myślicie, Black?
- Wydaje mi się ... - Black zaczął niepewnie. - Sir, jak dla mnie oni wszyscy są podejrzani, z tym braciszkiem na czele.
Rozmowę przerwał dźwięk komórki Petera.
- Kolega z Yardu - powiedział nadinspektor, gdy się rozłączył. - Braciszek ma żelazne alibi na ostatnią noc. Areszt za napaść na policjanta. A pozostali?
- Nie brałbym pod uwagę Susan. Nie dziedziczy, nie miała zatargów z ofiarą. Ale już Richardson i Osborne to inna rozmowa. Richardson uważa, że to Hillary go wygryzła. Jednak z drugiej strony wygląda na zadowolonego ze swojej obecnej sytuacji ... Nie, jednak to nie on.
Peter pokiwał głową z aprobatą. Zachęcony tym posterunkowy, zaczął śmielej snuć rozważania.
- Co się tyczy Osborne'a, to myślę, że bardzo źle zniósł zdradę, miał powód do zemsty. Tylko, że on chyba dalej ją ... chciał żeby do niego wróciła. Wyelegantował się dla niej i w ogóle. Nie, on też nie. A tak między nami mówiąc, gdyby to on zabił, to ułaskawiłbym go bez mrugnięcia okiem.
Nadinspektor uśmiechnął się smutno.
- A co do Christine, - Black nie tracił rezonu. - wbrew temu, co sama mówiła, dobrze wiedziała, że mąż ją zdradzał z Hillary. Wiemy o jej kłótni z Hillary zaraz po przyjeździe. No i nie przyznała się panu, że po kolacji poszły z Hillary na fajkę. Też pan myśli, że to wtedy się stało?
- Możliwe - Peter zamyślił się.
- A ciekawe, czy to ona kręciła się po korytarzu w nocy? A poza tym coś za bardzo chwali Hillary. Sprawdziłbym wszystkie ubrania Christine. W tych warunkach nie miałaby jak pozbyć się zakrwawionych rzeczy. Założę się o dziesiątaka, że znajdziemy ślady krwi.
- Możliwe - Peter zamyślił się.
- A ciekawe, czy to ona kręciła się po korytarzu w nocy? A poza tym coś za bardzo chwali Hillary. Sprawdziłbym wszystkie ubrania Christine. W tych warunkach nie miałaby jak pozbyć się zakrwawionych rzeczy. Założę się o dziesiątaka, że znajdziemy ślady krwi.
- Wiecie co, Black, założę się o drugiego dziesiątaka, że ona od wczoraj nawet się nie przebrała. Przyprowadźcie ją.
XXX
XXX
Christine Adamson weszła do salonu niepewnym krokiem i przysiadła na krawędzi krzesła. Nadinspektor i posterunkowy przyjrzeli się jej i kiwnęli do siebie porozumiewawczo.
- Pani Adamson, na pani ubraniu są ślady krwi - nadinspektor od razu przeszedł do rzeczy.
Kobieta spojrzała na sukienkę i spokojnie powiedziała:
- Wiem. Właściwie to czekałam, kiedy mnie pan znowu wezwie. Wczoraj znowu ją błagałam, żeby nie odbierała mi męża. A ona tak strasznie się śmiała.
XXX
Peter Wilson wyszedł przed budynek, żeby przywitać się ze śledczymi z Pleading. Jeden z nich wyciągnął rękę na powitanie i spytał:
- Nadinspektor Wilson? Witamy w hrabstwie. Richard Idle. Proszę pozwolić, przedstawię panu pozostałych.
Olga Walter
Olga Walter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz