piątek, 11 lipca 2014

1. Śmierć w pensjonacie

Peter Wilson kupił papierosy i nie czekając na resztę, wyszedł ze sklepu.
- Nietutejszy - sprzedawczyni westchnęła z żalem, poprawiając fryzurę.
- Jak to, nietutejszy?! - żachnęła się panna Spinster. - Nie poznaje pani? Przecież to Peter Wilson. Jego matka mówiła mi, że dostał przeniesienie z Londynu i teraz będzie policjantem u nas w Lichtown.
- A co, za karę? - spytała zaciekawiona sprzedawczyni.
- Nie, no, co też pani?! Ojciec ciężko chory. Peter wrócił, żeby nie wszystko na głowie matki było. A pracował w Scotland Yardzie - wyjaśniła panna Spinster i dodała ciszej. - Przy morderstwach.
- Kochana, a czym on się będzie tutaj zajmował? Gdzie u nas morderstwa?
- Się pani nie martwi. Pamięta pani Maggie Cook? Co to biedaczka ledwo poszła do ziemi, a jej mąż zaraz się ożenił i do Szkocji wyjechał. Na pewno zabił Maggie, już ja swoje wiem.
- Co pani powie?! Świeże nereczki dzisiaj przywieźli, ile zważyć? 
- Funt. Może być trochę więcej. Pani patrzy, śnieg pada.

                                                  XXX

W sobotę rano Susan Wright przygotowała śniadanie dla gości, a potem zadzwoniła do sklepu.
- Mark, proszę, podrzuć nam chleb, mleko, … Robert wyjechał z dzieciakami na parę dni. Cały pensjonat na mojej głowie. ... Tak, widzę, co się dzieje ... Wczoraj to ja byłam zajęta pakowaniem, a potem goście przyjechali. … Zresztą, kto to wiedział, że taki śnieg będzie? … Na razie.
Gdy tylko Susan rozłączyła się, zadzwonił Robert.
- Cześć, kochanie - powiedziała zrezygnowana Susan. - … Pada cały czas. W radio mówili, że takiej śnieżycy nie było w Anglii od kilkudziesięciu lat ... Będzie jeszcze gorzej? … Mark odwołał wszystkie dostawy. Nie wiem, czym będę żywić gości - rozmawiając, Susan zajrzała do spiżarni. - Jest makaron, konserwy, herbata. Z głodu nikt nie umrze - powiedziała. - Kiedy wracacie? … Tak, zostańcie dłużej. … Pa, ja ciebie też.
Susan wyszła do przedsionka i zapaliła papierosa. Nie zniechęciła jej tabliczka z napisem "Zakaz palenia", którą po remoncie własnoręcznie zawiesiła. Zaciągając się, wyglądała przez szybę w drzwiach frontowych. Po chwili zauważyła, że z zaspy przy wejściu coś wystaje. Włożyła kurtkę, na głowę naciągnęła kaptur i wyszła. Gdy odgarnęła śnieg z wierzchu zaspy, zobaczyła martwą Hillary Smith. Kobieta miała na sobie rozpięty płaszcz a pod spodem zakrwawioną sukienkę. Z rany wystawał nóż. Susan wróciła do budynku i zadzwoniła na policję.

                                                XXX
- Peter, kto dzwonił?
- Posterunkowy White.
- Przecież dopiero wczoraj przyjechałeś.
- Oficjalnie jestem zatrudniony w Lichtown od dzisiaj.
- Czego chciał tak wcześnie?
- Mamo, to służbowe sprawy.
- Nie chcesz, to nie mów.
- Och! Susan zgłosiła, że ktoś umarł w jej pensjonacie. Prawdopodobnie morderstwo.
- Jak dobrze! A ja się martwiłam, że nie będzie tu dla ciebie ambitnej pracy.
- Mamo! Ktoś właśnie umarł.
- No tak ... . A pamiętasz, mieliście się pobrać? Tylko, że ona … .
- Pamiętam, aż za dobrze. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę. Pa!
- Peter! Śniadanie!
                                                XXX

Peter wysiadł z samochodu i podszedł do Susan stojącej przy drzwiach frontowych. Wystarczył mu rzut oka na leżące obok ciało, żeby upewnić się, że ma do czynienia z morderstwem.
- Witaj - Peter dotknął ramienia Susan. - Proszę, zbierz gości w jadalni, a potem pozamykaj na klucz tylne drzwi i wszystkie okna na parterze. Trzymasz się?
- Tak. Chyba tak.
Peter pochylił się, żeby przyjrzeć się zwłokom. Po chwili usłyszał wjeżdżający na podwórko samochód. Z policyjnego land-rovera wysiedli posterunkowi White i Black.
- Sir, tak ślisko tu pod górkę, że .... - zaczął tłumaczyć spóźnienie White.
- Z powrotem ja prowadzę! - przerwał mu Black ze złością.
Nadinspektor wydał polecenia, nie zwracając uwagi na sprzeczkę.
- White, zostańcie przy zwłokach. Pilnujcie, żeby nikt się tu nie kręcił. Sami też niczego nie dotykajcie. A wy Black, chodźcie ze mną.
Gdy weszli do budynku nadinspektor upewnił się, że nikt z gości go nie usłyszy i przekazał posterunkowemu Blackowi swoje wstępne ustalenia.
- Myślę, że śmierć nastąpiła między 21.00 a 1.00. Trudno o coś pewniejszego w tych warunkach, bez patologa, no i mróz zrobił swoje. Raczej nie możemy liczyć na świadków, z okien pensjonatu nie widać tego miejsca. Rany kłute klatki piersiowej. Nóż w ciele. Ofiarę ugodzono co najmniej siedem-osiem razy, a nie zdziwię się jeśli sekcja wykaże, że więcej. Dzwoniliście do Pleading? Kiedy przyślą ekipę?
- Nie wcześniej, niż za kilka godzin, a może dopiero wieczorem. 
- Cholera, niedobrze. Sami musimy się na razie zorganizować. Black, idźcie sprawdzić ślady wokół budynku i meldujcie mi zaraz. Może ten śnieg jednak na coś się przyda.

                                                 XXX


Gdy Peter wszedł do jadalni, podekscytowane głosy natychmiast ucichły.
- Witam państwa. Nadinspektor Peter Wilson, Scotland ..., policja w Lichtown. Wiedzą już państwo, że przy drzwiach frontowych leżą zwłoki. Proszę nie opuszczać pensjonatu. Przesłucham państwa.
- Ale, przecież .... My musimy ... Panu nie wolno ... Jak długo? ... - goście głośno okazali swoje niezadowolenie.
- Proszę państwa, niestety nie wiem, jak długo to potrwa. Wezmę termos. To kawa? Susan, ty pierwsza.

                                                XXX


Peter i Susan przeszli do salonu. Peter nalał kawy do dwóch filiżanek.
- Dla ciebie czarna z cukrem? - Peter podał kawę Susan i usiadł naprzeciwko niej. Gdy podniosła filiżankę, zauważył, że drżą jej dłonie.
- Jak wyglądał wczorajszy dzień w pensjonacie?
- Goście przyjechali około 18.00. Rano pakowałam Roberta i dzieci. Była 11.00, gdy wyjechali do teściów do Londynu. Zostałam sama i zajęłam się przygotowaniami na przyjazd gości. Przyjechali około 18.00. ... Już to chyba mówiłam.
Posterunkowy Black wsunął głowę przez drzwi.
- Sir, mogę prosić na chwilę? - gdy nadinspektor podszedł, Black szeptem powiedział. - Ślady są wyłącznie przy drzwiach wejściowych i przy naszych samochodach. Poza tym nic.
- Mordercą jest najpewniej ktoś z obecnych w pensjonacie, ale innych możliwości też nie możemy wykluczyć - nadinspektor również mówił szeptem. - Black, idźcie do jadalni popilnować tego towarzystwa. Mam nadzieję, że White w tym czasie nie zamarznie. Zmieniajcie się co pół godziny.
Peter wrócił do przesłuchiwania Susan. Bardzo jej współczuł, ale ton jego głosu był służbowy.
- Co wiesz o tych ludziach?
- Przyjeżdżali do pensjonatu we czworo co najmniej raz w miesiącu, zawsze na weekend. Prawie za każdym razem, w niedzielę po południu przyjeżdżał mąż Christine Adamson i żona Martina Richardsona. Phil Osborne jest chyba rozwiedziony, a Hillary, ta zabita, była panną. Wiem, że tym razem nikt nie miał dołączyć. Byli..., są dobrymi klientami, płacą w terminie. To chyba wszystko.
- Czy były między nimi jakieś konflikty?
- Nie, ... w każdym razie nie zauważyłam. Owszem, czasem kłócili się, było głośno, ale zaraz potem zamawiali drinki i rozmawiali ze sobą jakby nigdy nic, zawsze też wychodzili razem do pubu na lunch. Chociaż... wczoraj zaraz po tym jak przyjechali, poszłam na papierosa. Przed wejściem do pensjonatu paliły Christine i Hillary. Usłyszałam podniesiony głos Christine, mówiła: "Nie wolno ci". Gdy Hillary mnie zauważyła, zaczęła mówić o pogodzie.
- Co było potem?
- Na kolacji byli w komplecie. Rozmawiali o jakimś problemie w pracy, a potem martwili się, jak wrócą do domów, jeśli śnieg nie przestanie padać. Po kolacji panowie przyszli tutaj na drinka, a panie poszły na papierosa, paliły w przedsionku. Udawałam, że nie widzę. Już solidnie padało, psa by nie wygonił. Sprzątałam gdzieś tak do 21.00.
- Kiedy poszli do swoich pokojów?
- Nie widziałam. Posprzątałam i poszłam do siebie. A wiesz, że po remoncie wszystkie pokoje są z łazienkami? - pochwaliła się Susan. - Tylko, czy po tym wszystkim ludzie będą chcieli do nas przyjeżdżać?
- Na pewno - powiedział Peter, a po chwili spytał: - Czy wczoraj działo się coś jeszcze, może coś niezwykłego?
- Tak. Po 22.00 zeszłam na dół sprawdzić, czy tylne drzwi są zamknięte na klucz. Nie były, więc oczywiście zamknęłam i wtedy zobaczyłam kogoś przemykającego po korytarzu.
- Nie wiesz, kto to był?
- Nie jestem pewna. Wtedy pomyślałam, że to Phil Osborne, nawet go zawołałam, ale nie odezwał się.
- Dlaczego pomyślałaś, że to on?
- Bo to było przy jego pokoju.
- Światło nie było włączone?
- Nie. Robert wyjechał, nie było komu wymienić żarówki.
- Susan, widziałaś nóż, prawda?
- Tak, ... - Susan wzdrygnęła się. - To z naszego kompletu. Wszystkie sztućce trzymam w jadalni w kredensie.

                                             XXX

Do salonu wszedł Phil Osborne. Nadinspektor Wilson otaksował go. Siwy, dobrze po pięćdziesiątce. Świetny garnitur i buty.
- Jest pan bardzo elegancko ubrany. Zawsze tak się pan ubiera na weekendowe śniadanie ze znajomymi z pracy? Chciał pan zrobić na kimś wrażenie? - spytał nadinspektor i upchnął stopy w przemoczonych butach głębiej pod krzesło.
- A co? - spytał buńczucznie Osborne. - Myśli pan, że mordując, upaprałem się krwią i dlatego się przebrałem? Wypraszam sobie.
Gdy Osborne usiadł przy stole, nadinspektor poczuł od niego ostrą woń wczorajszego alkoholu.
- Miętówkę, nadinspektorze? - Osborne wyjął z kieszeni opakowanie i potrząsnął nim zachęcająco.
- Nie, dziękuję. Jaki charakter miała pana znajomość z Hillary Smith?
Phil Osborne odpowiadał niechętnie:
- Cóż, ... dość długo byliśmy razem, ale ... kilka tygodni temu Hillary uznała, że ... jak to określiła, nie ma sensu tego ciągnąć.
- Rozstaliście się w przyjaźni?
- Właściwie tak.
- Co znaczy: właściwie tak?
- Panie! Powiedziała, że odchodzi do innego, no to zwyzywałem ją od różnych. Głupia ... !
- Pobił ją pan?
- Nie no, nadinspektorze, co pan?
- Proszę odpowiedzieć!
- Nie, nie pobiłem jej. Ale bóg mi świadkiem, że jej się należało.
- Powiedziała panu do kogo odchodzi?
- A skąd! Ale postanowiłem, że się dowiem.
- Śledził ją pan?!
- Tak! A, co?! Nie wolno?!
Nadinspektor wzrokiem przywołał Osborne'a do porządku i podał mu filiżankę czarnej kawy. Osborne wypił duszkiem.
- Przepraszam nadinspektorze, poniosło mnie. Wie pan, miałem nadzieję, że po śniadaniu porozmawiam z nią, przekonam i znów będziemy razem - Osborne westchnął.
- Z kim widywał pan Hillary?
- Mniej więcej tydzień temu widziałem ją na mieście z Martinem Richardsonem, ale na pewno byli na służbowym spotkaniu, on jej nienawidził.
- Dlaczego?
- No, jak dlaczego? To on miał pojechać służbowo do Nowego Jorku, załatwił to sobie z poprzednim zarządem, a w końcu jedzie ona ... to jest, miała jechać ... Poza tym ze dwa razy widziałem Hillary z mężem Christine Adamson, ale pewnie spotkała go przypadkiem. Za stary dla niej, ma z sześć dych.
Nadinspektor nie skomentował uwagi Osborne'a.
- Niedawno przyuważyłem ją też z jakimś przystojniaczkiem, którego nie znam. Mniej więcej w jej wieku. Wyglądało, że się kłócą. Może to on ..., no wie pan ... zabił.
- Proszę powiedzieć, co pan robił wczoraj po kolacji.
- Wypiliśmy z Martinem po drinku w salonie, a potem poszedłem do pokoju, włączyłem telewizor i opróżniłem do końca butelkę szkockiej, którą przywiozłem ze sobą.
- Ile tego było?
- No, ... sporo. Nie pamiętam.
- A co pan pamięta?
- Nadawali jakiś mecz. Piłka nożna. Nie! Krykiet. Na pewno. Nie wysiedziałem do końca. Obudziłem się rano. Znajdzie się tu coś od bólu głowy?
- Czy słyszał pan coś podejrzanego?
- Nie, nic. Już mówiłem. Spałem.
- Jak pan myśli, kto miał powody, żeby zabić Hillary?
- Oprócz mnie? - spytał smutno. - Nie wiem.

                                              XXX

Z dokumentów wynikało, że Christine Adamson ma czterdzieści dwa lata, ale nadinspektor Wilson ocenił jej wygląd na dużo więcej. Była postawną blondynką ubraną w pstrokatą sukienkę i brzydkie buty. Zanim nadinspektor zdołał się odezwać, sama zaczęła mówić przez łzy.
- Hillary to była wspaniała koleżanka, zawsze można było na nią liczyć. Taka tragedia ... 
Nadinspektorowi udało się zadać pierwsze pytanie. 
- Co pani robiła wczoraj po kolacji?
Christine Adamson odpowiadała, cały czas pochlipując.
- Od razu poszłam do swojego pokoju. Położyłam się i zasnęłam. Musiało być trochę po 21.00. Biorę tabletki na sen, więc oczywiście niczego nie słyszałam. A jeśli pan by mnie spytał, kto mógł zabić Hillary, to niestety nikt nie przychodzi mi do głowy. ... Chyba, że ... Martin Richardson.
Christine Adamson wzięła głęboki oddech.
- Bo proszę pana, on mógł mieć żal do Hillary. Od tygodni chwalił się, że wyjeżdża do Nowego Jorku. Prestiż, lepsze pieniądze. A tu, zmienia się zarząd i wysyłają Hillary. Ale trzeba przyznać, że świetnie dałaby sobie radę.
Christine głośno wysiąkała w mokrą już chusteczkę.
Nadinspektor skorzystał z okazji i zadał kolejne pytanie.
- Dlaczego spotykaliście się w tym gronie?
- Kierujemy działami, które ściśle ze sobą współpracują. Od kilku lat przyjeżdżamy tu omawiać służbowe sprawy. Co najmniej raz w miesiącu. W pracy nie ma czasu na wszystko.
- Proszę opowiedzieć o swojej znajomości z Hillary?
- Poznałyśmy się w pracy, jakieś dziesięć lat temu. Bardzo dobrze się z nią pracowało. Między mną a Hillary nie było żadnego konfliktu - Christine Adamson powiedziała to na tyle nieprzekonująco, że nadinspektor zadał pytanie wprost:
- Czy mąż zdradzał panią z Hillary Smith?
Christine Adamson odpowiedziała głosem pełnym dumy.
- Mąż nigdy by mnie nie zdradził.

                                               XXX



Jako ostatni na przesłuchanie został wezwany Martin Richardson.
- Z mlekiem, proszę - powiedział, siadając na krześle. Nadinspektor  nie zareagował.
- Sam sobie naleję. O! Pusty - Richardson potrząsnął termosem. - Trudno. Inspektorze, po pierwsze, nie ja zabiłem Hillary, a po drugie muszę jak najszybciej wyjechać. Sprawy rodzinne. 
Nadinspektor zmilczał degradację na inspektora oraz oświadczenie Richardsona i spytał:
- Skąd pan znał Hillary Smith?
Martin Richardson odpowiadał takim tonem, jakby to on prowadził przesłuchanie.
- Pracowałem z nią od dziesięciu lat, ale znaliśmy się wcześniej, ze studiów. To ja ściągnąłem ją do firmy.
- Byliście skonfliktowani?
- Skonfliktowani? Nie! Zapewniam.
- A co pan powie o wyjeździe do Nowego Jorku?
- Eeee..., skąd pan wie? - Richardson zrobił się grzeczniejszy. Zanim znowu zaczął mówić, rozpiął koszulę przy szyi.
- Gorąco tu. Wie pan, na początku, faktycznie, wkurzyłem się, ale jakoś tydzień później dostałem propozycję od konkurencji. Dwa razy tyle będę zarabiał i przenoszę się do Londynu, co obecnie jest dla mnie wygodniejsze. Ale wie pan nadinspektorze, kto mógł zabić? - Richardson zawiesił głos.
- Zamieniam się w słuch - ironiczny ton nadinspektora nie zbił Richardsona z tropu.
- Moim zdaniem Christine Adamson bardzo pasuje - zaczął Richardson. - Nie tak dawno słyszałem jak darła się do swojego starego, ... do męża,  że ma dość jego zdrad. A to z Hillary zdradzał żoneczkę. Ha, ha! Panie nadinspektorze! W całym biurze huczało. Ale! - ekscytował się Richardson. - Jak panu pasuje Phil Osborne? Też dobry kandydat na mordercę, co?
- Dlaczego pan tak uważa?
- No, jak to dlaczego? Przecież stary dobry Phil miał z nią romans, a ona go wystawiła za drzwi jak śmiecia. Ale staruszek to chyba nawet nie wiedział w czyich ramionach wylądowała? Ha, ha!
- Z jakim innym mężczyzną Hillary mogła być widywana?
- Niech pomyślę... może z bratem, ten brat to była jej wielka tajemnica, wie pan, czarna owca w rodzinie. Dawno, jeszcze przed tą sprawą z Nowym Jorkiem, mówiła mi w przypływie szczerości, że braciszek strasznie ją na forsę naciąga, że zapożycza się na mieście, że wydaje na eleganckie ubrania, restauracje, kobiety. A wiedział, że Hillary dobrze zarabiała. Jak przestała go wpuszczać do domu, to ją napastował na ulicy, że więzy krwi i takie tam.
- Miała jeszcze jakichś krewnych?
- Nie, nikogo.

                                                 XXX

Nadinspektor i posterunkowy Black siedzieli w salonie. Nadinspektor przekazał posterunkowemu ustalenia z przesłuchań i spytał:
- I co myślicie, Black?
- Wydaje mi się ... - Black zaczął niepewnie. - Sir, jak dla mnie oni wszyscy są podejrzani, z tym braciszkiem na czele.
Rozmowę przerwał dźwięk komórki Petera. 
- Kolega z Yardu - powiedział nadinspektor, gdy się rozłączył. - Braciszek ma żelazne alibi na ostatnią noc. Areszt za napaść na policjanta. A pozostali?
- Nie brałbym pod uwagę Susan. Nie dziedziczy, nie miała zatargów z ofiarą. Ale już Richardson i Osborne to inna rozmowa. Richardson uważa, że to Hillary go wygryzła. Jednak z drugiej strony wygląda na zadowolonego ze swojej obecnej sytuacji ... Nie, jednak to nie on.
Peter pokiwał głową z aprobatą. Zachęcony tym posterunkowy, zaczął śmielej snuć rozważania.
- Co się tyczy Osborne'a, to myślę, że bardzo źle zniósł zdradę, miał powód do zemsty. Tylko, że on chyba dalej ją ... chciał żeby do niego wróciła. Wyelegantował się dla niej i w ogóle. Nie, on też nie. A tak między nami mówiąc, gdyby to on zabił, to ułaskawiłbym go bez mrugnięcia okiem.
Nadinspektor uśmiechnął się smutno.
- A co do Christine, - Black nie tracił rezonu. - wbrew temu, co sama mówiła, dobrze wiedziała, że mąż ją zdradzał z Hillary. Wiemy o jej kłótni z Hillary zaraz po przyjeździe. No i nie przyznała się panu, że po kolacji poszły z Hillary na fajkę. Też pan myśli, że to wtedy się stało?
- Możliwe - Peter zamyślił się.
- A ciekawe, czy to ona kręciła się po korytarzu w nocy? A poza tym coś za bardzo chwali Hillary. Sprawdziłbym wszystkie ubrania Christine. W tych warunkach nie miałaby jak pozbyć się zakrwawionych rzeczy. Założę się o dziesiątaka, że znajdziemy ślady krwi.
- Wiecie co, Black, założę się o drugiego dziesiątaka, że ona od wczoraj nawet się nie przebrała. Przyprowadźcie ją.

                                                 XXX

Christine Adamson weszła do salonu niepewnym krokiem i przysiadła na krawędzi krzesła. Nadinspektor i posterunkowy przyjrzeli się jej i kiwnęli do siebie porozumiewawczo.
- Pani Adamson, na pani ubraniu są ślady krwi - nadinspektor od razu przeszedł do rzeczy.
Kobieta spojrzała na sukienkę i spokojnie powiedziała:
- Wiem. Właściwie to czekałam, kiedy mnie pan znowu wezwie. Wczoraj znowu ją błagałam, żeby nie odbierała mi męża. A ona tak strasznie się śmiała.
 
                                              XXX

Peter Wilson wyszedł przed budynek, żeby przywitać się ze śledczymi z Pleading. Jeden z nich wyciągnął rękę na powitanie i spytał:
- Nadinspektor Wilson? Witamy w hrabstwie. Richard Idle. Proszę pozwolić, przedstawię panu pozostałych.

Olga Walter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz