Ktoś natrętnie wciskał przycisk dzwonka do drzwi. Peter odczekał chwilę, a potem odłożył książkę i niechętnie poszedł otworzyć. W drzwiach stała ponad sześćdziesięcioletnia kobieta z pakunkiem w rękach.
- Dzień dobry, pani - powiedział Peter. - Bardzo dziękuję, ale ja niczego nie kupuję - dodał, patrząc znacząco na pakunek.
- Bo też ja niczego nie sprzedaję - kobieta uśmiechnęła się. - Dzień dobry. Pozwolisz, że będę mówiła ci Peter? Mieszkamy z mężem tu obok, pod czternastym - wskazała drzwi do kolejnego szeregowca. - Przyniosłam ciasto, które upiekłam specjalnie dla ciebie. Dopiero się wprowadziłeś, więc chcę cię przywitać.
- To bardzo miło z pani strony, ale czy my się znamy? - Peter był zaskoczony.
- Ależ oczywiście! Uczyłam cię chemii w podstawówce.
- Przepraszam, nie poznałem w pierwszej chwili. Oczywiście, pani Eleonor Johnson.
- Od jakiegoś czasu już nie Johnson. Teraz Michaels.
Peter marzył, żeby w niedzielne popołudnie w spokoju poczytać, ale mimo to zaproponował.
- Zechce pani wejść na herbatę. I ciasto oczywiście.
- Dziękuję, bardzo chętnie.
- Pięknie pachnie. Jak ciasto mojej mamy - powiedział Peter uprzejmie, odbierając pakunek od pani Michaels.
- Upiekłam je według przepisu twojej mamy.
XXX
XXX
Peter pożegnał gościa i ledwie wrócił do lektury, gdy zadzwoniła komórka.
- Dobry wieczór, mamo.
- Słyszałam, że właśnie wyszła od ciebie pani Michaels.
- Skąd wiesz? Dopiero zamknąłem za nią drzwi.
- Sieć informatorów. Wieczorem zasłaniaj szczelnie okna.
- Byliśmy umówieni na telefon dopiero jutro. Czy coś z ojcem?
- Z ojcem jak zawsze. Dobrze, na ile to możliwe w jego stanie. Dzwonię sprawdzić, czy przeżyłeś tę wizytę? - pani Wilson głośno się zaśmiała.
- Cóż, nie planowałem dziś przyjmować gości. Nudna rozmowa z byłą nauczycielką. Przeżyłem. Jakoś.
- Synu, ja nie o tym - Peter znowu usłyszał matczyny śmiech. - Pani Michaels to stara nudziara. Każdy to wie, ale mówią też, że zgony jej kolejnych mężów to nie przypadek, ale że to ona ich morduje.
- Morduje? - Peter upewnił się, że się nie przesłyszał. - A ilu było tych mężów?
- Ten jest piąty, ma na imię Robert. Przyniosła ci coś do jedzenia?
Peter głośno przełknął ślinę.
- Ciasto. Powiedziała, że upiekła według twojego przepisu. Smakowało podobnie, chociaż trochę przypaliła - Peter próbował ocenić, czy smak ciasta, który został mu w ustach jest podejrzany.
- Jak się czujesz, synu?
- Bardzo dobrze. Mamo, proszę przestań. Nikt nie chciał mnie otruć. Plotkarze się nudzą i takie są skutki. Zadzwonię jutro. Pa.
Peter rozłączył się i rozważał przez chwilę prawdopodobieństwo utraty życia z powodu zjedzenia trzech kawałków ciasta z owocami.
- Nieeeee - powiedział do siebie, ale po chwili uświadomił sobie, że pani Michaels nie jadła.
XXX
W poniedziałek rano nadinspektor Peter Wilson poprosił do siebie posterunkowych.
- Panowie, co wiecie o pani Michaels?
Posterunkowi spojrzeli na siebie, zdziwieni pytaniem przełożonego.
- A co tu wiedzieć, Sir? - zaczął White. - Uczyła mnie chemii w podstawówce. Wtedy jeszcze nazywała się Elliot.
- Sir, mnie też uczyła, ale nazywała się Middleton - dodał Black.
- A może słyszeliście jakieś plotki? - Peter kontynuował przepytywanie.
- Ma teraz piątego męża. Pierwszy raz została wdową z dziesięć lat temu. Moja żonka mówi, że ta Michaels na pewno wszystkich mężów zabiła. Najpewniej otruła. Wiadomo, chemiczka. I mam przez żonkę zabronione zbliżać się do pani Michaels, żeby i mnie nie zamordowała.
Peter Wilson uśmiechnął się.
- Skąd waszym zdaniem te plotki? - spytał.
Black podrapał się w głowę.
- Też o tym wszystkim słyszałem, ...
- Bo ja ci powiedziałem - wtrącił się White.
- ... ale wydało mi się to nieprawdopodobne. Przecież to nasza była nauczycielka, Sir.
- Moja też, ale jak myślicie, skąd te plotki? - ponowił pytanie Peter.
Black cały czas wydawał się zakłopotany.
- Sir, bo ona z każdym zgonem męża jest coraz bogatsza, a w każdym razie takie robi wrażenie. Co prawda nie wyprowadziła się z szeregowca przy Portland Street, a to taka sobie dzielnica ... O, przepraszam. Pan tam przecież mieszka, Sir. Bardzo przepraszam.
Nadinspektor kiwnął głową na znak, że nie gniewa się na Blacka i żeby ten kontynuował.
- Więc nie wyprowadziła się stamtąd, ale jeżdżą z obecnym mężem na wycieczki. Za granicę, Sir. A moja narzeczona mówi, że pani Michaels świetnie się teraz ubiera, ma dużo drogich rzeczy. Jeszcze jak była nauczycielką, to się tak nie ubierała. Moja narzeczona pracowała kiedyś w domu towarowym w Pleading, to wie.
- Coś wam jeszcze chodzi po głowie, Black?
- Bo widzi pan, ci mężowie padają jak muchy. To znaczy pierwszy, to umarł po jakichś piętnastu latach. Ale faktem jest, że dość nagle. Dwóch kolejnych nie wytrzymało trudów miesiąca miodowego. Umarli w czasie podróży poślubnej. Czwarty dał radę może z pół roku. Też nagły zgon. Wszyscy za granicą i tam zostali pochowani. Każdy w innym kraju. Robert Michaels jest piąty. I on nie pasuje do schematu. Są po ślubie już trzy lata.
- Chcecie coś powiedzieć, White?
- Ja to myślę, że ona jest temperamentna kobitka. Chyba mógłbym tak umrzeć, Sir - rozmarzył się White.
- Ale nie było żadnego śledztwa? - spytał nadinspektor.
- Nie, Sir.
XXX
W niedzielę tydzień później Petera obudził hałas na ulicy. Ubrał się i otworzył drzwi wejściowe. Przed drzwiami stał posterunkowy White z palcem na przycisku dzwonka.
- Właśnie miałem zadzwonić, Sir. Robert Michaels znalazł zwłoki żony w kuchni. Dźgnięta nożem. On siedzi w pokoju na dole. Płacze - dodał szeptem posterunkowy.
- Już idę. Black już jest?
- Tak, pociesza wdowca.
XXX
- Panie Michaels, proszę przyjąć wyrazy współczucia - zaczął nadinspektor Peter Wilson. - Czy może pan teraz odpowiedzieć na kilka pytań?
Robert Michaels otarł oczy chusteczką, schował ją do kieszeni marynarki i kiwnął twierdząco głową.
- Przepraszam, nadinspektorze. Pierwszy raz w życiu tak się rozkleiłem.
- Proszę powiedzieć, jak znalazł pan ciało żony.
- Obudziłem się około 6.00. Eleonor nie było w łóżku, ale to nic niezwykłego. Zawsze wstawała wcześniej ode mnie. Zszedłem na dół. Liczyłem, że kawa będzie już gotowa. Jak zawsze. Wszedłem do kuchni. Przerażający widok. - w oczach Roberta Michaelsa znowu pojawiły się łzy.
Nadinspektor zaczekał chwilę, zanim zadał następne pytanie.
- Jak spędzili państwo wczorajszy wieczór?
- Wróciłem około 20.00, czyli późno. Mam firmę budowlaną. Kończymy kilka kontraktów, a mamy opóźnienie. - Robert Michaels znowu wyjął chusteczkę z kieszeni. - Jakie to ma teraz znaczenie? - powiedział i zamyślił się. - Chyba muszę zadzwonić do Simona?
- Kto to jest Simon? - spytał nadinspektor.
- Moja prawa ręka. O co pan pytał?
- Jak spędzili państwo wczorajszy wieczór?
- Eleonor czekała na mnie z kolacją. Wie pan wczoraj były jej urodziny ... - Robert Michaels westchnął. - Nie powiem panu które, byłaby na mnie zła - uśmiechnął się smutno. - Zawsze obchodziła je w gronie najbliższych.
- Kogo zaliczała do najbliższych?
- Mnie i syna z pierwszego małżeństwa.
- O której przyszedł syn?
- Właśnie o to chodzi, że nie przyszedł. Nawet nie zadzwonił. Eleonor było przykro.
- O której poszli państwo spać?
- Ja byłem bardzo zmęczony i poszedłem na górę około 22.00, ale Eleonor powiedziała, że jeszcze poczyta w kuchni. Myślę, że miała nadzieję, że Edmund jeszcze przyjdzie.
- Zauważył pan, gdy żona przyszła do sypialni?
- Nie, spałem jak zabity. Och! To znaczy …
- Rozumiem. Jeszcze ostatnie pytanie. Jak pan myśli, dlaczego syn nie przyszedł na urodziny matki?
- Zawsze był jej wielkim rozczarowaniem i wiedział o tym, bo mu to wypominała. Ona była ambitną kobietą, a on ledwie skończył szkołę średnią. To inteligentny chłopak jest, wie pan, a najmuje się ludziom do prostych prac przy domu. Ja też nieraz mu coś zlecałem, żeby sobie zarobił. Było jej wstyd.
- Chciałbym z nim porozmawiać. - powiedział nadinspektor.
- Edmund mieszka w takim zaniedbanym budynku. Trzeba skręcić w lewo zaraz za miastem w kierunku Pleading. Około mili dalej jest las i tam to już pan zobaczy.
XXX
Nadinspektor Peter Wilson wyszedł z domu Michaelsów i zapalił papierosa. Na ulicy stali już posterunkowi White i Black, czekając na polecenia przełożonego.
- Idźcie teraz, panowie, popytać sąsiadów.
- Była noc. Myśli pan, że ktoś coś widział?
- Już wy się, White nie martwcie. Tylko nie pomińcie nikogo. Zwłaszcza starszych pań. Na nie liczę najbardziej. A potem, pogadajcie z kontrahentami Roberta Michaelsa.
XXX
Wieczorem nadinspektor Wilson i posterunkowy Black pojechali porozmawiać z Edmundem Johnsonem.
Drzwi otworzył im wysoki trzydziestolatek o inteligentnych oczach. Nadinspektor zauważył w jego rękach książkę ze znanej sobie serii klasyki brytyjskiego powieściopisarstwa.
- Nadinspektor Wilson i posterunkowy Black. Policja w Lichtown.
Edmund Johnson zaprosił policjantów do środka i zapytał:
- Czy dobrze się domyślam, że wizyta panów jest związana ze śmiercią mojej matki?
- Jak się pan dowiedział, że matka nie żyje? - spytał Peter Wilson.
- Od panny Spinster. Też mieszka przy Portland Street. Wymieniałem dziś u niej zawias w szafce kuchennej.
- Dlaczego nie odwiedził pan matki wczoraj w jej urodziny?
- Odwiedziłem.
- O której?
- Było późno. Nie pamiętam dokładnie, ale na pewno po 22.00. Tyle tylko, że nie widziałem się z matką, nie wchodziłem, nie dzwoniłem do drzwi. Na klamce powiesiłem dla niej bukiet polnych kwiatów.
Usłyszawszy o bukiecie, nadinspektor spojrzał pytająco na posterunkowego Blacka, a ten przytaknął i powiedział:
- Też wysłane do laboratorium.
- Dlaczego pan nie wszedł? - kontynuował Peter.
- Wie pan, to była moja matka i myślę, że mnie kochała, ale nie spełniłem jej oczekiwań, czyli nie zostałem lekarzem ani prawnikiem, ani nawet urzędnikiem w magistracie. Zawsze, gdy spotykaliśmy się, kończyło się awanturą z tego powodu. A ja marzę o spokoju, to co zarobię u ludzi wystarcza mi. Czasem biorę książki jako część zapłaty. - Edmund Johnson wskazał regał z oheblowanych desek, zastawiony książkami w podwójnych rzędach. - Nie będę brał udziału w wyścigu szczurów. Matka nie mogła tego zrozumieć.
- Kto mógł zabić pana matkę?
- Nie chcę rzucać bezpodstawnych oskarżeń. Nie wiem.
XXX
- Jeśli to prawda, że zamordowała mężów od numeru 1 do 4, to mogła sobie narobić tym wrogów. Może jakieś dorosłe dzieci któregoś męża, albo i wszystkich, straciły prawo do spadku, Sir. - powiedział posterunkowy Black do nadinspektora Wilsona.
- Nie możemy wykluczyć, ale pierwszy na liście pdejrzanych po zabójstwie żony jest zawsze mąż. - odezwał się Peter Wilson, przeglądając równocześnie raport patologa. - Na nożu nie ma odcisków palców, zostały wytarte. - dodał po chwili. - Kąt pod jakim został wbity nóż, wskazuje, że siedziała, gdy to się stało. Co z tego wynika? Że znała zabójcę? Że nie spodziewała się ataku? - zastanawiał się głośno Peter.
- A może wpuściła kogoś innego, Sir? - spytał White, oparty o framugę od kilku minut.
- Kogo macie na myśli? - spytał nadinspektor.
- Nikogo konkretnego, może jakąś sąsiadkę.
- W raporcie napisano, że zginęła między 22.00 a 23.00. O tej porze sąsiadki raczej się nie odwiedzają. Musiałby być jakiś bardzo ważny powód. A propos sąsiadek, co powiedziały?
- Wszystko potwierdziły, czyli mąż wrócił około 20.00, syn podjechał rowerem po 22.00, gmerał chwilę przy drzwiach i odjechał. Coś wisiało na klamce, ale nie mogły dojrzeć. Dopiero rano, każda wyszła sprawdzić ten bukiet. Syn nie wchodził do środka. Aha, a pan nadinspektor to wrócił do domu po 19.00. Panna Spinster sama powiedziała. Ja nie pytałem. Naprawdę, Sir. - zarzekał się posterunkowy White.
- A sąsiedzi z drugiej strony? - nadinspektor upił łyk zimnej już kawy. - Nie, bez sensu, nasze ogródki bezpośrednio graniczą z ogródkami szeregowców przy następnej ulicy, nie ma między nimi przejścia. Ktoś musiałby przeskoczyć przez jakieś 15 ogrodzeń i to wszystko jedno, z której strony by szedł. Odpada.
- A ja rozmawiałem ze wszystkimi z tamtych szeregowców. Wiele osób ma psy, na pewno by szczekały. A nie szczekały, Sir.
- Jedziemy w odwiedziny do Michaelsa. Po drodze powiecie mi Black, czego dowiedzieliście się od jego kontrahentów.
XXX
- Chciałbym zadać panu kilka pytań. - powiedział nadinspektor Wilson
- Znowu? Już wszystko powiedziałem, nadinspektorze. - Robert Michaels zrobił na nadinspektorze wrażenie zirytowanego.
- Jaka jest finansowa sytuacja pana firmy?
- A co to ma do rzeczy?! - oburzył się Robert Michaels.
- Proszę odpowiedzieć.
- Mamy opóźnienia. Niewielkie. Musimy zapłacić z tego tytułu trochę kar.
- My słyszeliśmy, że łącznie to ... Posterunkowy Black, przypomnijcie mi o jakiej kwocie mowa.
Black zajrzał do swojego notesu.
- 43.956 funtów.
- W moim świecie to sporo pieniędzy, panie Michaels - powiedział Peter Wilson.
- To przejściowe kłopoty.
- Pana kontrahenci powiedzieli nam, że zalega pan od kilku miesięcy i że jutro to będzie kolejne kilkaset funtów więcej. - Peter patrzył, jak twarz Roberta Michaelsa robi się coraz bardziej czerwona i nie czekając, zadał następne pytanie:
- Kto dziedziczy po Eleonor Michaels?
- Ja i jej syn Edmund w równych częściach.
- Jak wielki majątek jest do podziału?
- Nie wiem. Dość spory.
- Mogę prosić o dokładniejszą informację.
- Cóż, … to nieruchomości, akcje, trochę lokat w kilku bankach. Myślę, że nie mniej niż jakieś dwa miliony funtów.
- Prosił pan żonę o pomoc dla swojej firmy?
Robert Michaels milczał, wpatrując się w okno.
- Pytam, czy prosił pan żonę o pomoc dla swojej upadającej firmy - nadinspektor szczególnie wyraźnie wymówił dwa ostatnie słowa.
- Tylko nie upadającej! Ta firma to dzieło mojego życia, a ta ... - Robert Michaels nagle zamilkł.
- Eleonor odmówiła panu pomocy? - spytał Wilson.
- Codziennie ją prosiłem. Dla niej to parę funciaków, a mnie pozwoliłoby stanąć na nogi. A ona: Nie i nie! W jej urodziny ukorzyłem się przed nią, błagałem ją na kolanach. Dosłownie na kolanach ... Byliśmy w kuchni … Też powiedziała, że upadająca … że, szkoda jej pieniędzy na jakąś … upadającą firmę i że jestem … nieudacznikiem. … Pewnie w końcu wstałem z tych kolan …, tak myślę, i nagle zobaczyłem, że trzymam nóż tkwiący w jej piersi po rękojeść … Wie pan, jeden z tych noży w stojaku na blacie, zawsze pod ręką ... Nie pamiętam tego momentu. Naprawdę, nie pamiętam!
XXX
White wszedł do gabinetu nadinspektora Wilsona z raportem ze sprawy i spytał:
- Sir, czy ona naprawdę mordowała tych mężów?
- Nie wiem, White i myślę, że nigdy się tego nie dowiemy.
Olga Walter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz