niedziela, 10 sierpnia 2014

6. Noc w Miller Stables

Zadzwonił telefon. Nadinspektor Peter Wilson z trudem otworzył oczy.
- White? Co jest? - spytał niewyraźnie.
- Sir, przepraszam, że pana budzę. - powiedział szeptem posterunkowy White.
- Mówcie głośniej. Czwarta? - Peter spojrzał na budzik przy łóżku.
- Z minutami. Melduję, że zadzwoniła Holly Miller. Mówi, że jej tata jest w stajni i ciężko oddycha.
- To niech dzwoni na pogotowie, a nie do nas! Co za ludzie!
- Na pogotowie to ja już zadzwoniłem, Sir. Ale Henry Miller ma chyba ranę postrzałową.
Nadinspektor natychmiast usiadł na łóżku:
- Trzeba było od tego zacząć. Gdzie mieszkają ci Millerowie?
- Ostatni dom po prawej przy wyjeździe na Mallet.

                                             XXX

Już świtało, gdy Peter Wilson parkował samochód na podwórku Millerów. Młoda kobieta siedziała na ławce przed domem i patrzyła przed siebie niewidzącym wzrokiem. Posterunkowy White podszedł do nadinspektora i zdał relację.
- Sir, lekarz pogotowia jest w stajni. Wypisuje akt zgonu. Holly jeszcze nie wie, że ojciec nie żyje. - dodał ciszej.  - Niby lato, ale okryłem ją kocem, żeby nie zmarzła. Holly trochę histeryzowała, to lekarz dał jej coś na uspokojenie. Sir, teraz ona jest taka trochę nie tego, to może jutro ją przesłuchamy, co?
- Zobaczmy.
Peter podszedł do ławki i usiadł.
- Jestem nadinspektor Peter Wilson. 
- Holly Miller. - przedstawiła się kobieta, nie patrząc na Petera.
- Holly, mam dla pani smutną wiadomość. … Pani wie, że ojciec został postrzelony. … Doznał bardzo poważnych obrażeń. … Nie żyje.
Holly Miller pokiwała głową, ale nic nie powiedziała.

                                               XXX

- Sir, w raporcie jest napisane, że Henry Miller został zastrzelony ze swojego pistoletu. Sprawdziłem już w kartotece: miał pozwolenie na broń. - posterunkowy Black usiadł naprzeciwko nadinspektora Wilsona.
- Odciski palców? - spytał nadinspektor.
Posterunkowy zajrzał do raportu.
- Brak.
- Ślady walki?
- Brak.
- Co o tym sądzicie, Black?
- Że Henry znał mordercę albo został zaskoczony.
- Co jeszcze piszą?
Posterunkowy Black znowu rzucił okiem do raportu.
- O, cholera! Miller nie umarł od razu. Wykrwawiał się przez kilka godzin. Przez większość tego czasu był przytomny. Biedaczysko, musiało boleć. - westchnął posterunkowy.
- Gdzie trzymał broń?
- W specjalnej szafce w swoim gabinecie w stajni.
- Miał przy sobie komórkę?
- Tak i na biurku też był telefon. Działający, sprawdziłem.
Nadinspektor oparł się wygodniej na krześle.
- Więc dlaczego nie zadzwonił po pomoc? - powiedział.
- Pan mnie pyta, Sir?
- Nie, nie. Zastanawiam się głośno. Nawet jeśli nie mógł sięgnąć do telefonu na biurku, to miał dość siły, żeby zadzwonić z komórki, a jednak nie zrobił tego. Może morderca cały czas był w gabinecie? A może Miller nie chciał pomocy? Wolał umrzeć? Dlaczego? Pomyślimy. Zostawcie mi raport. Muszę go przeczytać, a potem jadę do Holly Miller. Wy i White porozmawiajcie z kim się da. Znacie tu wszystkich. Wykonać!

                                               XXX

Peter Wilson wjechał na podwórko Millerów. Gdy wysiadł z samochodu, usłyszał głosy w stajni.
- Panno Miller! - zawołał, uchylając szerzej ciężkie wrota.
- Jestem tutaj, w ostatnim boksie po prawej. - Holly Miller wyjrzała z boksu. Była ubrana w wysokie buty, bryczesy i bluzę z naszytą na plecach nazwą stajni "Miller Stables".
- Pozwoli pan, to mój narzeczony Jo Dawson.
Dopiero teraz nadinspektor zobaczył, że w boksie naprzeciwko, młody człowiek czyści konia. Mężczyźni bez słowa kiwnęli sobie na powitanie.
- Dobrze, że mam co robić. - Holly Miller wskazała głową na stajnię.
- Przyjechałem zadać pani kilka pytań. - powiedział Peter.
- Jo, dokończysz za mnie? Może przejdziemy do gabinetu ... ojca. Proszę za mną.
Gdy usiedli przy stole, kobieta spytała.
- Napije się pan wody? Jest Highland Spring. Ojciec lubił.
- Nie, dziękuję. Panno Holly, proszę opowiedzieć o nocy, gdy zginął pani ojciec.
- Pracowaliśmy do późna. W końcu ja poszłam spać, ale ojciec jeszcze został w gabinecie. Byłam zmęczona, mamy teraz bardzo dużo roboty. Jak pan może zauważył, wszystkie boksy są zajęte.
- A dokładnie, o której się pani położyła?
- Myślę, że było koło północy. Od razu zasnęłam. Miałam nastawiony budzik na 3.30. Wstałam, ogarnęłam się. O 4.00 wyszłam do stajni. Tutaj paliło się światło. Ojciec leżał obok biurka ... - Holly Miller wytarła łzy rękawem.
Peter nie ponaglał kobiety.
- Jeszcze oddychał. Zadzwoniłam do posterunkowego White'a.
- Kto chciałby śmierci ojca?
- Nie wiem.
- Czy ojciec miał z kimś zatargi?
- Wie pan, jak się prowadzi interesy .... Być może nie wiem o wszystkim, ale kiedyś ojciec miał w sądzie sprawę o łąkę po przeciwnej stronie drogi. Sąd rozstrzygnął na korzyść ojca, ale stary Campbell nie mógł tego przeboleć, chodził po Lichtown i gadał na nas. A już najbardziej, to jak sobie wypił "Pod Białym Łabędziem".

                                              XXX

- Panowie, pozwólcie do mnie, proszę. - nadinspektor Wilson wezwał posterunkowych do swojego gabinetu.
Obaj przyszli równocześnie, dojadając kanapki.
- Siadajcie. Co ustaliliście w miasteczku?
White wytarł dłoń w koszulę i przełknął ostatni kęs. Zaczął meldować, spoglądając do pomiętego notesu.
- Sir, wszyscy mówią, że Holly Miller prowadza się z Jo Dawsonem. Kilka osób powiedziało, że Henry'emu to się nie podobało, bo Holly to bogata dziedziczka a Jo groszem nie śmierdzi. Jakoby Henry umyślił sobie imperium zbudować, więc chciał wydać Holly za syna Marka Sandforda z Mallet, co to on też ma stajnie. Wtedy nikt z całego hrabstwa nie dałby im rady. Jak chodzi o konie i stajnie, wiadomo.
- A co z tym starym Campbellem?
- O niego też mieliśmy pytać? - spytał zdziwiony White.
- A co wy o nim macie, posterunkowy Black?
- Sir, przepraszam, ale też nic. Nie mówił pan.
- White, jak naszybciej idźcie się czegoś dowiedzieć o Campbellu. - powiedział nadinspektor i odwrócił się do posterunkowego Blacka:
- Teraz wy.
- Powtarza się to samo, jeszcze może tylko, że Jo Dawson ma bardzo dobrą opinię wśród miejscowych, pracowity, odpowiedzialny. Pomaga matce i świata poza Holly nie widzi.
- Coś mi cały czas nie pasuje ... - nagle Peter pstryknął palcami. - Już wiem. Czas. Na stole leży raport, weźcie go, Black i przeczytajcie ten fragment o czasie zgonu.
Posterunkowy sięgnął po raport i przebiegł go wzrokiem.
- O jest! ... zgon nastąpił około 3.00. Biorąc pod uwagę obrażenia, ofiara została postrzelona pomiędzy godziną 23.30 a 1.00 i zmarła z powodu dużej utraty krwi.
- Właśnie! A przecież Holly zadzwoniła o 4.00 i powiedziała, że ojciec ciężko oddycha. To się nie trzyma kupy. Ona zna zabójcę i ochrania go.
- Sir, to na pewno Jo swojego niedoszłego teścia, no wie pan ... - stojąc w drzwiach, posterunkowy White udał, że strzela.
- White, co tu jeszcze robicie?! Macie dowiedzieć się czegoś o Campbellu. To pilne!
- Tak jest, Sir!

                                                 XXX

- Możemy porozmawiać?
- Tak, oczywiście. - Jo Dawson oparł widły o ścianę, zdjął rękawice i przywitał się z nadinspektorem Wilsonem.
- Co pan robił tej nocy, gdy zginął ojciec Holly? - zaczął pytać nadinspektor.
- Henry puścił mnie do domu o 21.00. Zostało jeszcze sporo roboty, ale powiedział, że on i Holly skończą sami. Zostałbym dłużej, ale mama prosiła mnie, żebym jak najszybciej obejrzał kuchenkę. Jest na gaz.
- Ktoś potwierdzi, że pana nie było u Millerów?
- Holly widziała jak wychodziłem, a mama jak przyszedłem do domu.
- A może był pan w pubie po drodze?
- Nie. Spieszyłem się, bo kuchenka na mnie czekała. Zresztą, rzadko bywam w pubie. U Henry'ego nie zarabiałem zbyt wiele, a pomagam finansowo matce. Od śmierci mojego ojca jest jej ciężko.
- Niech pan sobie przypomni, może kogoś pan spotkał.
- Bo ja wiem? - Jo Dawson podrapał się w głowę. - Widziałem starego Campbella, jak przechodziłem obok pubu, ale on mnie na pewno nie. Spał na ławie, na tej przy oknie.
- Czy miał pan dostęp do broni Henry'ego Millera?
- W sumie to każdy miał. Henry był niefrasobliwy. Klucze do szafki z bronią trzymał na biurku. W najlepszym razie chował do szuflady, ale ta szuflada to chyba zawsze była otwarta.
- Kto o tym wiedział?
- Myślę, że drugi pracownik, Frankie Bridge i wolontariusze chyba też.
- Czy Frankie i wolontariusze byli w stajni w tę noc?
- Nie, Frankie jest na etacie. Pracuje od 6.00 do 14.00 i tylko patrzy, kiedy fajrant. On nie lubi koni. Wiem, że szukał innej roboty. A wolontariusze przychodzą właściwie tylko w weekendy, a jak są w zwykłe dni, to najwyżej do 18.00.
- A Holly?
- Nie wymieniłem jej? Ona oczywiście też wiedziała.

                                              XXX

- Sir, z tą łąką to Campbell nie miał do niej żadnych praw, coś sobie uroił. Pijaczyna. Rozpił się do reszty po tej przegranej w sądzie. - White otarł pot z czoła. - Gorąco dzisiaj, Sir.
- Ma alibi na noc zabójstwa? - spytał nadinspektor Wilson.
- Tak, najlepsze możliwe. Spał w pubie do 24.00. Ze dwadzieścia osób potwierdzi. A potem dwóch go do domu pod ręce odprowadzało. Ale Sir, mówię panu, to Jo zabił teścia. Z miłości do Holly. Na pewno. Taki film kiedyś widziałem, jak chłopak ... - White już chciał przysiąść na krześle w gabinecie nadinspektora Wilsona, gdy jego komórka zagrała ckliwą piosenkę.
- Przepraszam, to żonka. Potem panu skończę, Sir.

                                             XXX

- Holly, dziękuję, że pani przyszła.
Kobieta usiadła niepewnie na wskazanym przez nadinspektora Wilsona krześle.
- Proszę powiedzieć, co pani robiła w noc śmierci ojca.
- Znowu? Przecież już mówiłam. - zniecierpliwiła się kobieta.
- Co pani robiła w noc śmierci ojca? - stanowczo ponowił pytanie nadinspektor.
- O północy poszłam spać. Wstałam o 3.30. Umyłam się, ubrałam. O 4.00 wyszłam do stajni. Znalazłam ciało ojca.
- Ciało?
- To znaczy jeszcze żył, oczywiście.
- Na pewno?
- Lekarzem nie jestem, ale oddychał.
- Z raportu patologa wynika, że pani ojciec zmarł około 3.00. - Peter czekał, co powie Holly Miller.
- Wiem co mówię. Ojciec żył.
- Chce pani dyskutować z tym, co napisał patolog. Znam człowieka, ma dwudziestoletnie doświadczenie.
Holly Miller przygryzła dolną wargę.
- No dobrze. Ojciec już nie żył.
- Dlaczego pani skłamała?
- Nie wiem.
- Kogo pani ochrania?
- Nikogo!
- Kogo pani ochrania!? Jo Dawsona?
Holly Miller spokojnie zaprzeczyła.
- Nie, to nie mój Jo. Poczęstuje mnie pan papierosem? Właściwie to nie palę.
Nadinspektor przesunął papierosy i zapalniczkę po blacie biurka. Kobieta sięgnęła po nie drżącymi rękami.
- Chyba nie dam rady z tą zapalniczką.
Peter podał ogień.
- To ja zabiłam ojca. - zaciągnęła się głęboko. - Zaręczyliśmy się z Jo w tajemnicy przed ojcem. Jak pracować w stajni za marne grosze, to Jo był dobry, ale oddać mu córunię, to już nie. Zresztą ojciec planował zwolnić Jo, żeby mi głowy nie zawracał, a mnie chciał przehandlować jak klacz, bo dogadał się z Markiem Sandfordem, że wyjdę za jego syna i zbudują wspólnie ogromną firmę, słynną na całe hrabstwo. A ja chciałam być z Jo, a poza tym nie cierpię tego gnojka, Paula Sandforda. Przez całą szkołę mnie gnębił, bo jestem ruda, a wtedy na dodatek nosiłam okulary.
- Pani ojciec był przytomny wystarczająco długo, żeby zadzwonić po pomoc dla siebie. - stwierdził nadinspektor.
- Nadinspektorze, ja sama chciałam zadzwonić na pogotowie. Nie pozwolił mi. Aresztuje mnie pan teraz, prawda? - Holly Miller zacisnęła powieki, żeby powstrzymać łzy.
- Holly, opowiedz jak było.
- Ja i ojciec skończyliśmy pracę trochę przed północą. Jo już nie było. Ojciec poszedł do gabinetu a ja do boksu Biskwita. To mój ulubiony koń. Wychodząc ze stajni, zajrzałam do gabinetu. Ojciec kazał mi wejść i znowu zaczął temat ślubu z młodym Sandfordem. Pokłóciliśmy się. Na biurku leżał pistolet. Ojciec pewnie wziął go do czyszczenia. Zawsze go to uspokajało. Strzeliłam. Mogę jeszcze jednego? - Holly Miller wyciągnęła rękę po papierosa.
Nadinspektor kiwnął głową i ponownie podał ogień.
- Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony, ja czy ojciec. Ze dwa razy w życiu byłam na strzelnicy. Ojciec spojrzał na ranę. Kazał mi wytrzeć z broni odciski palców i natychmiast pójść do swojego pokoju. Widziałam tę ranę, była mała, nie krwawił mocno. Powiedziałam, że wezwę pogotowie, ale mi zabronił. Miałam zadzwonić rano na policję i powiedzieć, że ktoś go postrzelił, a on miał potem zeznać, że nie wie kto. Taki miał plan. Chciał ochronić jedynaczkę przed więzieniem. Nie udało się. Za szybko się wykrwawił.

                                              XXX

- Cześć Lucy. Tu Peter. Lucy, czy ... doradziłabyś mi jakiś dobry środek od bólu głowy?
- Oczywiście. Wpadnij do mnie ... to znaczy do apteki. - Lucy Taylor była zaskoczona, Peter dzwonił pierwszy raz od ich sprzeczki.
- A mógłbym przyjść ... do ciebie? - spytał Peter. Tym razem odpowiedź usłyszał dopiero po dłuższej chwili.
- Tak. Mam w domu coś od bólu głowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz